Zwycięską bramkę dla Legii strzelił w jednej z ostatnich akcji meczu Zoran Arsenić. Sprowadzony z Rakowa Częstochowa nowy piłkarz zespołu Marka Papszuna kilka minut wcześniej pojawił się na boisku i z bliska posłał piłkę do bramki po uderzeniu Pawła Wszołka.
Legia od początku spotkania miała w Szczecinie przewagę, długo utrzymując się przy piłce i dominując w środku pola. Dużo dobrych okazji sobie nie stworzyła, ale z tych, które miała przed doliczonym czasem gry i zwycięskim trafieniem, przynajmniej jedną powinna zamienić na bramkę. Nie zrobiła tego, bo kolejny raz o swojej nieprawdopodobnej nieudolności przypomniał wszystkim boiskowy impotent Mileta Rajović.
W poprzednim sezonie duński napastnik pudłował w nieprawdopodobnych sytuacjach, doprowadzając do rozpaczy kibiców Legii. Na Łazienkowskiej wciąż jednak wierzą, że sprowadzony za bardzo duże pieniądze (3 mln euro) piłkarz wreszcie się odbuduje i klub ze stolicy odzyska przynajmniej część zainwestowanych w niego środków.
Ciężko jednak wierzyć, że Mileta Rajović nagle odzyska skuteczność, skoro w marnowanych sytuacjach widać gołym okiem, że nie dość, że mało potrafi, to jeszcze nie grzeszy boiskową inteligencją.
W 9. minucie meczu znów zadziwił wszystkich pod bramką rywali. Odbita od poprzeczki piłka spadła pod nogi Milety Rajovicia tuż przed linią bramkową. Ten jednak przyjął ją tak nieudolnie, że podskoczyła i odbiła mu się od klatki piersiowej, po czym ten parodysta skierował ją do siatki ramieniem. Sędzia nie uznał gola, a analiza VAR potwierdziła słuszność jego decyzji. Rajović oczywiście przekonywał, że ręki nie było, choć powtórki rozwiały wątpliwości. Poniżej ta sytuacja.
Mileta Rajović zbłaźnił się również w 72. minucie meczu. Bramkarz Pogoni odbił piłkę wprost pod jego nogi. Duński zawodnik miał przed sobą tylko jednego z obrońców, który własnym ciałem bronił dostępu do bramki. Wystarczyło strzelić obok niego. Niestety Rajović uderzył prosto w nogi rywala.