To największa perełka na Podlasiu. Na parkiecie wyczynia cuda, tymi słowami wujek przekonał go do futbolu

2022-05-12 14:03

Jest jednym z odkryć w Jagiellonii Białystok. Jesienią zagrał przy Łazienkowskiej, chociaż tamten dzień rozpoczął… telefonem od trenera Ireneusza Mamrota. W rozmowie z „Super Expressem” Miłosz Matysik odsłania kulisy występu w jesiennym starciu z legionistami, ocenia kończącą się rundę, mówi o roli Michała Pazdana w jego rozwoju, a także wyjaśnia w jaki sposób wujek uratował jego karierę piłkarską.

Matysik Jaga

i

Autor: Jagiellonia Białystok/ Materiały prasowe

„Super Express”: - Czy mecz Jagiellonii z Legią, uwzględniając pozycje w tabeli obu drużyn stracił coś na swoim prestiżu?

Miłosz Matysik:- W żadnym wypadku. Te spotkania zawsze będą czymś wyjątkowym i każdy marzy, aby grać w takich meczach. Myślę, że dla każdego będzie to wyjątkowe wydarzenie w naszej szatni.

- Jeszcze kilka lat temu obie drużyny do końca biły się o tytuł mistrzowski. W tym obie długo walczyły o utrzymanie. Legia jest już pewna pozostania w lidze, w przypadku Jagiellonii istnieje jeszcze matematyczne zagrożenie.

- Powiedzmy sobie szczerze, był to słaby sezon w naszym wykonaniu. Musimy patrzeć jednak przed siebie. Brakuje nam dwóch punktów, aby być już pewnym pozostania w lidze.

- Czyli wygrana z Legią byłaby idealnym scenariuszem na ostatni w tym sezonie mecz przy Słonecznej?

- Zdecydowanie tak, to będzie dobry mecz do tego, aby zapewnić sobie utrzymanie. Myślę, że na trybunach zjawi się sporo kibiców, będzie gorąca atmosfera, pomimo tego, że w tej chwili stawką spotkania nie będzie tytuł mistrzowski, czy awans do rozgrywek o europejskie puchary.

- Jesienny mecz przy Łazienkowskiej miał dla ciebie szczególne znaczenie. Tamten poranek rozpocząłeś w… domu w Białymstoku, aby później pojechać i zagrać w Warszawie.

- Zgadza się, to był szalony dzień. Kładąc się spać dzień wcześniej miałem w planach, aby potyczkę z Legią obejrzeć ze znajomymi. Rano obudził mnie telefon od trenera Ireneusza Mamrota, który powiedział, żebym się spakował i szybko przyjechał do Warszawy. Tak się złożyło, że kilku defensorów złapało infekcję koronawirusem, w związku z czym nie mogli grać. Jadąc myślałem, że będę tylko zabezpieczeniem, tymczasem w trakcie spotkania kontuzji doznał Błażej Augustyn. Więc wszedłem na boisko. Był to mój pierwszy mecz po kontuzji kolana, do tego na stadionie Legii przy kilkunastu tysiącach kibiców. Zawsze marzyłem, aby wystąpić w takim spotkaniu.

Gwiazdor Legii ostro o decyzjach klubu. Padły zarzuty pod adresem Mioduskiego, mocne stanowisko Josue

- Kończącą się rundę jako jeden z nielicznych zawodników Jagiellonii możesz zaliczyć do udanych. Poza pauzą spowodowaną kontuzją grałeś w każdym meczu i byłeś w nich wyróżniającą się postacią. Do tego dołożyłeś gola i asystę.

- Jestem w miarę zadowolony z osiągnięć indywidualnych, ale na pierwszym miejscu zawsze stawiam drużynę. Wiem, że mamy dobry zespół i 13. miejsce nikogo nie satysfakcjonuje. Stać nas na dużo więcej i będę codziennie trenował coraz mocniej, aby być jeszcze lepszym.

- Obecnie w Ekstraklasie nie ma wielu młodych środkowych obrońców, którzy zbieraliby regularne występy. Wyjątkiem pozostaje jedynie Ariel Mosór w Piaście Gliwice, a on i tak jest od ciebie starszy.

- Środek obrony to trudna pozycja do wejścia dla młodego zawodnika. Na przykład napastnik zawsze może wejść w końcówce meczu, grać kolejne minuty. W defensywie znacznie rzadziej dochodzi do zmian, ponieważ jest to bardzo newralgiczna formacja, która przede wszystkim wymaga stabilizacji. Z drugiej strony, jeżeli młody zawodnik już zacznie grać na tym środku obrony, to później kompletuje kolejne występy.

- Jak dużo dała ci współpraca z Michałem Pazdanem?

- Bardzo dużo. Mieć obok siebie tak doświadczonego defensora to prawdziwy skarb. On zawsze mi podpowiada, kiedy trzeba wyjść, jak się ustawić. On grał przeciwko najlepszym na świecie, grał w ćwierćfinale Mistrzostw Europy, w Lidze Mistrzów. Chciałbym osiągnąć tyle co on.

- Co robiłeś w 2016 roku, kiedy Pazdan zostawał „Ministrem Obrony Narodowej”?

- Miałem wtedy 12 lat i mocno mu kibicowałem w meczach Mistrzostw Europy. Dzisiaj razem gramy w Jagiellonii i nie ukrywam, że sprawia mi to dużą satysfakcję.

Jan Tomaszewski uderza w PZPN. Legenda grzmi po skandalu na PGE Narodowym, potężnie oberwało się Kuleszy

Jagiellonia Białystok. Kto latem może opuścić klub? Sporo znanych nazwisk

i

Autor: Biuro Prasowe Jagiellonia Białystok/ Materiały prasowe Jagiellonia Białystok. Kto latem może opuścić klub? Sporo znanych nazwisk

- Niewiele brakowało, że nie grałbyś w piłkę. W przeszłości trenowałeś taniec.

- Zgadza się, długo tańczyłem breakdance. Pewnego dnia przyszedł do mnie wujek i powiedział „słuchaj, taniec jest dla bab. Zajmij się czymś innym” i zaproponował piłkę nożną. Poszedłem za jego radą i dzisiaj nie żałuję, chociaż na parkiecie radzę sobie całkiem nieźle.

- Na ile zajęcia taneczne pomogły ci w rozwoju piłkarskim, bo pomimo wysokiego wzrostu nie widać u ciebie problemów z koordynacją?

- Na pewno mi pomogły. W efekcie mam większy zakres ruchu, jestem bardziej gibki. To było fajne doświadczenie, które również miało wpływ na moje umiejętności.

- Dużo mówi się o twojej przyszłości. Gdybyś złowił złotą rybkę, spełniającą transferowe marzenia, to dokąd chciałbyś trafić?

- Oczywiście do Serie A! Jednak staram się zachowywać spokój i chłodną głowę, chociaż na początku faktycznie myślałem, co będzie w przyszłości. Nie ma jednak sensu na tym się skupiać. Obecnie gram w Jagiellonii i jedyne co mogę zrobić, to jeszcze lepiej pracować, aby się rozwinąć i zapracować na transfer w przyszłości.

Gwiazdor Legii ostro o decyzjach klubu. Padły zarzuty pod adresem Mioduskiego, mocne stanowisko Josue

Sonda
Jagiellonia Białystok vs Legia Warszawa - kto wygra?