- 35 lat temu Jan Urban dokonał niezwykłego wyczynu, strzelając hat-tricka przeciwko Realowi Madryt na Santiago Bernabeu.
- Polski napastnik Osasuny poprowadził swoją drużynę do historycznego zwycięstwa 4:0, definiując swoją karierę.
- Jego kosmiczny występ zapisał się w historii LaLiga, ale co działo się z nim po meczu?
- Sprawdź, jak Urban wspomina ten mecz i dlaczego nie zachował żadnych pamiątek!
Real był aktualnym mistrzem Hiszpanii. W składzie "Królewskich" występowały takie gwiazdy jak Fernando Hierro, Manuel Sanchis, Gheorghe Hagi, Michel czy Emilio Butragueno, a prowadził ich legendarny Alfredo di Stefano.
Hat-trick na Santiago Bernabeu zdefiniował karierę Jana Urbana
Jednak gwiazdą okazał się polski napastnik Osasuny. W tamtym meczu wspiął się na wyżyny, a jego kosmiczny występ został zapamiętany na lata. To był jego drugi sezon w Hiszpanii, który zakończył z 14 golami w LaLiga.
- To spotkanie zdefiniowało całą moją karierę - mówi nam Urban. - To było dobre miejsce na strzelenie pierwszego hat-tricka. Można powiedzieć, że dobry moment na na powolne zakończenie kariery - dodaje z przekąsem.
Tak polski snajper Osasuny rozstrzelał Real Madryt
Wyczyn Urbana był spektakularny. Pokazał w nim pełnię swoich umiejętności.
- Padła bramka po uderzeniu piłki głową, choć było w tej sytuacji trochę farta - opisuje Urban. - Jednak uważam, że naprawdę dobrze grałem głową. Miałem bardzo dobry strzał z dystansu, co także się potwierdziło. Mówili, że byłem zawodnikiem technicznym, co zademonstrowałem strzelając trzeciego gola, uderzając wewnętrzną częścią stopy. Oceniano, że mam dobry przegląd sytuacji. Potwierdziło się to przy asyście na 4:0 - wylicza.
Jan Urban: To niesamowity wynik, bardzo trudny do powtórzenia
Szkoleniowiec przyznaje, że o jego bramkach dyskutowano w całej Hiszpanii.
- Piłkarzom Realu dostało się mocno, bo prasa hiszpańska jest wymagająca - tłumaczy. - W Pampelunie zapanowała euforia, ale to niesamowity wynik, bardzo trudny do powtórzenia. W ten sposób przechodzi się do historii. Czy ktoś mógł sobie wyobrazić taki rezultat albo to, że jeden zawodnik z Osasuny będzie autorem hat-tricka przeciwko Realowi i to na jego stadionie? - dopytuje.
W Sylwestra przebrał się za kowboja
Sława, jaka spadła na Urbana, sprawiła, że świętowanie Nowego Roku wymagało od niego sprytu. W Pampelunie istnieje tradycja przebierania się w noc sylwestrową, co okazało się dla polskiego bohatera zbawienne.
- Podejrzewam, że ja też byłem za kogoś przebrany - wspomina. - Może za jakiegoś kowboja? (śmiech). Trzeba było się przebrać, bo nie miałbym wtedy spokoju - zaznacza.
Nigdy nie był typem kolekcjonera koszulek
Selekcjoner reprezentacji Polski nie zostawił sobie żadnej pamiątki z tego historycznego spotkania.
- Nie mam ani piłki, ani koszulki - wyjawia. - Nigdy nie byłem typem kolekcjonera. Nie przywiązywałem wagi do takich rzeczy. Nie zbierałem pamiątek. Ktoś lubi takie rzeczy i zatrzymuje je dla siebie, ale ja nigdy tego nie robiłem - wyznaje.
Legenda tego spotkania była tak żywa, że jak wspomina Urban, przez lata w rocznicę meczu w niektórych miejscach w Pampelunie puszczano jego powtórki.