Reprezentacja Polski w Lidze Narodów. Pierwszy mecz już 25 września
Jan Urban po przegranym barażu o awans ma mundial 2026 stoi przed kolejnym wyzwaniem. Za kadencji Michała Probierza polska reprezentacja w Lidze Narodów spadła z dywizji A do dywizji B. Zadaniem obecnego selekcjonera jest powrót do tej pierwszej. Zadanie nie jest łatwe, bo w grupie rywalizujemy m.in. z naszymi pogromcami z mundialowych baraży - Szwedami, a także z Rumunią i Bośnią i Hercegowiną. Z tym ostatnim zespołem już 25 września na Stadionie Narodowym w Warszawie rozegramy pierwsze spotkanie Ligi Narodów. Trzy dni później na wyjeździe zagramy z drużyną "Trzech Koron", a 2 października - ponownie na Stadionie Narodowym w Warszawie - zmierzymy się z Rumunią. Niemal na 100 proc. w tych spotkaniach nie zagra Jan Ziółkowski, który niedawno został wypożyczony z Romy do AS Monza. Tam miał regularnie grać, bo w klubie z Rzymu w obronie przegrywał rywalizację o miejsce w składzie. Na razie jednak czego go dłuższa przerwa.
Dwie fatalne wiadomości dla Jana Urbana. Najpierw Milik, potem Ziółkowski
21-letnia obrońca nabawił się kontuzji rozcięgna podeszwowego i - jak przekazał trener Monzy Ivan Juricić - czeka go długa przerwa w grze. Według wstępnych szacunków potrwać ona ma klika tygodni. Już wydawało się, że Jan Ziółkowski będzie regularnie grał w Serie A, a tu przyszły takie wieści. Na domiar złego dla Jana Urbana to już druga koszmarna wiadomość z Włoch w ostatnich dniach. Pierwsza dotyczyła Arkadiusza Milika. Napastnik po wielomiesięcznej absencji wreszcie jest zdrowy i może grać. Tyle że jego klub - Juventus Turyn - nie zgłosił go ani do rozgrywek ligowych, ani do Ligi Europy. Na dodatek we Włoszech okienko transferowe jest już zamknięte i Arkadiusz Milik nie może - tak jak Ziółkowski - przejść do innego zespołu w Serie A. Brak regularnej gry de facto skreśla naszego snajpera z reprezentacji Polski. A szkoda, bo Jan Urban potrzebuje dobrych napastników jak kania dżdżu. Zresztą obrońców także.
Już miało być dobrze, a tu nagle takie coś. Cios w Arkadiusza Milika na sam koniec!