Afera premiowa na MŚ 2022 w Katarze dotyczyła obietnicy premiera Mateusza Morawieckiego złożonej reprezentacji Polski tuż przed turniejem. Jeszcze przed wylotem do Kataru ówczesny szef rządu spotkał się z piłkarzami i sztabem. Obiecał wtedy, że jeśli wyjdą z grupy, dostaną do podziału co najmniej 30 mln zł (ok. 6–6,5 mln euro). Pieniądze miały trafić bezpośrednio do zawodników, selekcjonera i sztabu.
Polska wyszła z grupy (grała w niej z Meksykiem, Arabią Saudyjską i Argentyną), a potem okazało się, że piłkarze w trakcie turnieju kłócili się o podział obiecanych przez Morawieckiego pieniędzy. Ujawnił to bramkarz Łukasz Skorupski.
- Wychodzimy z grupy i zamiast się cieszyć, nagle zaczęliśmy kłócić się o tę premię. Ci mają mieć tyle, inni tyle. Ale to tak się kłóciliśmy, że nie gadaliśmy z pewnymi zawodnikami. A dzień wcześniej razem śpiewaliśmy - mówił Łukasz Skorupski w wywiadzie z Przeglądem Sportowym Onet.
Robert Lewandowski odrzucił ofertę wartą 200 milionów euro! Jego agent wszystko teraz ujawnił
Ostatecznie po burzy w mediach i wśród kibiców Mateusz Morawiecki wycofał się z rządowej premii i ogłosił, że nie będzie publicznych środków na ten cel. Teraz w rozmowie z Kanałem Zero został zapytany o aferę premiową.
- Żałuję panie redaktorze, że jako Adam podałem to jabłko Ewie w Raju - odpowiedział dowcipnie - były premier, obecnie lider ugrupowania Rozwój Plus. Potem dodał już bardziej poważnie: - A tutaj akurat nie jestem taki całkowicie bez winy, bo muszę też na siebie wziąć cześć winy.
Na pytanie, czy obiecane piłkarzom były błędem, dodał:
- Tak mówią mądrzy ludzie dzisiaj. Wtedy mówili inaczej, ale ja biorę to na siebie - stwierdził Mateusz Morawiecki.