Aleksandra Mirosław pnie się po ścianie niczym kobieta-pająk. Bije rekordy świata. Ale.. Góry jej nie pociągają

Żadna kobieta nie wspina się po ścianie tak szybko jak ona. Lublinianka Aleksandra Mirosław (28 l.) ustanowiła rekord świata we wspinaczce na szybkość podczas igrzysk w Tokio (6,84 s). W minionym miesiącu poprawiła go aż dwa razy wygrywając Puchary Świata w Seulu i Salt Lake City (6,64 i 6,59 s).

Aleksandra Mirosław
Autor: Iwanczuk/Sport/ Reporter Aleksandra Mirosław

Rekordzistka świata zajmuje się wspinaczką na sztucznej ścianie od 15 lat. Jej specjalnością jest konkurencja na czas. Rozgrywa się ją jako osobną rywalizację w imprezach mistrzowskich (lublinianka jest mistrzynią świata 2018 i 2019). W debiucie olimpijskim, w Tokio była jednak tylko częścią wieloboju (Ola Mirosław zajęła w nim 4. miejsce). Za dwa lata w igrzyskach w Paryżu będzie już osobną konkurencją.

„Super Express”: - Gdzie może być kres rekordowi świata? Bo chyba nie da się pokonać 15-metrowej ściany w sekundę?

A. Mirosław: - Trudno określić kres, bo ten sport jest młody, wciąż szybko się rozwija. Pewnie bliżej tego kresu są mężczyźni (rekord świata to 5,17 s – red.). Ale sekunda to oczywiście abstrakcja.

- Co jest najważniejsze, aby w kilka sekund wykonać bezbłędne wejście na ścianę?

- Dla mnie to głowa i pozbycie się myśli, które przeszkadzałaby w wykonaniu zadania. Odsunięcie od stresu i wykonanie wszystkich ruchów z automatu. Natomiast nie obawiam się o swoją stronę fizyczną.

- Zniesie pani publiczną presję na sukces w igrzyskach olimpijskich 2024?

- Myślę, że dam sobie radę. Nigdy nie potrzebowałam pracy z psychologiem. Radzę sobie ze stresem i z własnymi oczekiwaniami. A moje oczekiwania wobec siebie są wyższe niż kogokolwiek innego. Nie mówię jednak o Paryzu, a realizuję opracowany przez mojego męża i trenera plan działania do igrzysk.

- Jak układa się małżeńska współpraca sportowa?

- Mateusz zaproponował mi, że mi pomoże, gdy kilka lat temu chciałam zmienić trenera. Byłam jego pierwszą podopieczną. To ja zrobiłam z niego trenera, a on ze mnie zawodniczkę na poziomie mistrzowskim. Dzisiaj odpowiada za cały mój trening, nie tylko za przygotowanie fizyczne.

- Jak szorstka ściana wpływa na pani palce?

- Uchwyty są chropowate, ale powodują tylko powierzchowne rany skóry i tylko podczas zawodów. Skóra się adaptuje i nie ma problemu. Gorzej było, gdy kilka miesięcy przed Tokio doznałam zerwania troczka w palcu i przez kilkanaście tygodni nie mogłam się wspinać. Ale zdążyłam.

- Uprawia pani wspinaczkę wysokogórską?

- To zupełnie inna specjalność. Do gór nie mam specjalnie pociągu. I nie mam na to czasu. Czasem tylko przejdę ze znajomymi po szlaku w Zakopanem. Może kiedyś, gdy zakończę sportową karierę…

- A jak reaguje pani na etykietki w rodzaju „kobieta-pająk”?

- Odcięłam się od komentarzy, rzadko je czytam, więc nie ma to na mnie wpływu ani znaczenia. A z pająkami też nie mam problemów. Nie boję się ich.

Konkurencja wspinaczki na prędkość (ang. speed climbing) rozgrywana jest na ściśle określonej sztucznej ścianie, pochylonej o 85 stopni i długiej na 15 m. Znajduje się na niej 40 uchwytów dla dłoni i 22 dla stóp.