- Polska medalistka olimpijska w boksie, Julia Szeremeta, szczerze opowiada o kulisach swojej kariery i wyzwaniach na drodze do kolejnego złota.
- Odnosi się do kontrowersji wokół płci rywalek, w tym jej finałowej przeciwniczki, ujawniając swoje sportowe podejście do walk.
- Dowiedz się, jak radzi sobie z presją, co planuje w "trybie mnicha" i czy uda jej się zdobyć upragniony złoty medal w Los Angeles.
"Sodówka mi nie odbiła"
Przemysław Ofiara, dziennikarz "Super Expressu”: - Twoja książka "Julia Szeremeta. Polskie złoto" właśnie się ukazuje. Napisał ją Andrzej Kostyra, legenda dziennikarstwa sportowego. To chyba spora nobilitacja?
Julia Szeremeta: - Na pewno fajne uczucie, że tak bardzo znana osoba, która od lat jest w tym sporcie, napisała o mnie książkę, mając wieloletnie doświadczenie. To ciekawa pozycja, w której można przeczytać o rzeczach, których ludzie o mnie nie wiedzą, na przykład o dzieciństwie. Jest tam też trochę o historii boksu, o moim trenerze, o tym, co mówią koleżanki z kadry.
- Masz 22 lata, a już ukazuje się książka o tobie. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to trochę za wcześnie. Co o tym myślisz?
- Można się dziwić, ale w tej książce jest zawartych bardzo dużo rzeczy. To trochę biografia, ale też opowieść o moich przygotowaniach do igrzysk, o moim dzieciństwie. To może być inspiracja dla młodych osób, żeby się nie poddawać i dążyć do celów. Uważam, że to nie jest tak, że Julia zwariowała i w wieku 22 lat pisze książkę.
- Od igrzysk jesteś w Polsce bardzo znaną osobą. Czy z popularnością wiąże się dużo zagrożeń, że na przykład uderzy "sodówka"?
- Na pewno wiele młodych osób, gdy pojawiają się pieniądze, może poczuć, że im odbija. Wydaje mi się, że mnie raczej nie odbiła i tak jak osoby z mojego środowiska znają mnie, że się w ogóle nie zmieniłam. Trenerzy też na początku się obawiali, żeby mi nie przyszły głupoty do głowy, ale zostałam tą samą Julką, co byłam.
- Pieniądze, które zdobyłaś, dobrze zainwestowałaś.
- Tak, pieniądze też dobrze zainwestowałam, żeby później nie martwić się o przyszłość, na przykład jak mi się noga powinie. Dzięki temu mogę spokojnie trenować i skupić się na przygotowaniach, a nie myśleć o tym, że nie mam pieniędzy.
Przeczytaj także: Robert Lewandowski z zegarkiem wartości piłkarza z Ekstraklasy? Znów pokazał niezłe cacko
"Wchodzę do ringu, żeby wygrać"
- Wróćmy do igrzysk. Docierało do ciebie to szaleństwo, które działo się w Polsce tuż przed twoją finałową walką?
- Cała Polska tym żyła, chociaż ja nie wiedziałam, że aż tyle ludzi. Przeżyłam szok, gdy wróciłam na lotnisko do Polski i zobaczyłam to grono kibiców. Bardzo się cieszę. Czekaliśmy na ten medal bardzo długo, więc boks trochę wrócił na salony, tym bardziej, że w boksie kobiet nie było wcześniej medalu. To było niezwykłe przeżycie.
- W finale mierzyłaś się z rywalką, która była od ciebie fizycznie większa. Z jakim nastawieniem wchodziłaś do ringu? Tylko zwycięstwo?
- Tak, wchodzę do ringu nie po to, żeby przegrać, tylko żeby pokazać się z dobrej strony i wygrać. Nie miałam żadnych obaw. Boksuję na ryzyku, na refleksie. Ciężko było mi się do niej dostać, bo miała duży zasięg rąk, była bardzo wysoka i niewygodna.
Zobacz też: Julia Szeremeta zaskoczyła odważnymi zdjęciami w bikini! Pięściarka pod brazylijskim wodospadem
- Twoja rywalka, Lin Yu Ting, miała za sobą kontrowersje związane z testami hormonalnymi. Były pytania, czy jest w ogóle kobietą. Zaprzątało ci to głowę?
- Była zawieszona po Mistrzostwach Świata IBA, przez jakiś czas nie startowała, a potem z wolnej nogi wystartowała w kwalifikacjach i poleciała na igrzyska, nie będąc zbadaną. Ale wchodząc do pojedynku, nie skupiałam się na tych kontrowersjach, po prostu chciałam wygrać. W boksie jest dużo takich zawodniczek, że patrzysz i myślisz, że czy to chłopak, a to dziewczyna. Dla nas to normalne, więc podchodziłam do tego czysto sportowo.
- Jeśli dojdzie do waszego rewanżu w Los Angeles, drugi raz nie przegrasz?
- Nie, a tym bardziej, że ja lubię rewanże. Czekam na to i mam nadzieję, że wtedy moja ręka powędruje ku górze.
i
"Tryb mnicha, czyli droga po olimpijskie złoto"
- Czy każdy twój trening jest już podporządkowany celowi, jakim jest złoto olimpijskie?
- Może jeszcze nie typowo. Teraz mam luźniejszy okres, trochę odpoczywam od boksu, żeby złapać ten głód, chociaż cały czas jestem aktywna. Ale na pewno wszystko będzie podporządkowane igrzyskom od stycznia 2027 roku. Wtedy wracam do "trybu mnicha": 100% dieta, regeneracja. To dla mnie ważny cel i poświęcę się w stu procentach, żeby go osiągnąć.
- Jak wygląda u ciebie ten "tryb mnicha"?
- Wcześniej nie prowadziłam się w 100% super. Na pewno kluczowa będzie suplementacja, której nie zawsze pilnowałam. Do tego zdrowa dieta, regeneracja, wcześniejsze chodzenie spać. Często chodziłam spać o pierwszej czy drugiej w nocy, a teraz staram się spać osiem godzin. Chcę sobie wyrobić takie nawyki na stałe.
- Co jesz, kiedy przygotowujesz się do walk?
- Na pewno dużo warzyw, zdrowe jedzenie, bez fast foodów i dużej ilości słodyczy. Chodzi o to, żeby dostarczyć organizmowi dobrej energii na treningi. Ale też bez wariactwa. Raz na jakiś czas można zjeść pizzę czy popcorn w kinie, byle nie cały tydzień. Imprezy odpadają, chociaż ja ostatnio i tak bardzo rzadko imprezuję.
- A co po zdobyciu upragnionego medalu? Jaki byłby pierwszy posiłek "na luzie"?
- (śmiech) Po igrzyskach w Paryżu była pizza, więc wydaje mi się, że znowu wleciałaby jakaś pizza. I pewnie jakiś drineczek, żeby się zrelaksować i wznieść toast.
Zobacz też: Julia Szeremeta spotka się z fanami w Warszawie. Zdradzi kulisy "paktu z diabłem" i walki z Lin Yu-ting
- W książce twój tata nazywa cię "Ateną z Bieniowa, małej wioski z trzynastoma kominami”. Jakie masz wspomnienia z dzieciństwa?
Julia Szeremeta: - Bardzo dobre. Miałam dużo pola do biegania, szalenia, latania z bratem i wygłupiania się. Często kończyło się to szarpaniem i ktoś z płaczem leciał do rodziców. Prace rolnicze nie stanowiły dla mnie problemu. Pamiętam, jak miałam 6-7 lat, sadzali mnie na ciągnik, a inni wrzucali snopki siana. Kazali mi tylko jechać prosto. I jechałam.
- Zanim pojawił się boks, próbowałaś wielu innych sportów: karate, zapasy, kickboxing, K1, a nawet krav maga.
- Tak, byłam bardzo aktywną osobą. Jak miałam przerwę od karate, szłam na kickboxing. Przez chwilę trenowałam też krav magę. Dużo mi dały treningi karate, bo mieliśmy świetny rozwój ogólny. W piątki graliśmy w piłkę nożną, a potem szliśmy na basen. Od małego jestem w sporcie.
- Przy takiej wszechstronności, nie myślałaś o MMA?
- Lubię kopać i może trochę mi tego brakuje. Nie mówię, że kiedyś nie spróbuję MMA. Parę lat temu, w okresie roztrenowania, chodziłam na treningi MMA w moim klubie. Myślę, że kiedyś będzie mnie można zobaczyć w MMA, że spróbuję dla funu i dla zabawy.
- Trenerzy nie mieli z tobą łatwo. Mówiono "zdolna, ale leniwa". Było tak?
- Było tak, nie ukrywam. Ale ja po prostu wiedziałam, kiedy mam wystrzelić, kiedy jest dla mnie najważniejszy moment. Wiedziałam, na kiedy mogę się przygotować na 100% i dać z siebie wszystko. Przed kwalifikacjami do igrzysk powiedziałam sobie, że od stycznia biorę się za siebie i zobaczymy, co z tego będzie. No i wyszło.
- Jesteś żołnierką Wojska Polskiego. To powód do dumy. Gdyby, odpukać, wybuchła wojna, byłabyś gotowa bronić kraju?
- Tak, walczyłabym, robiąc to, co umiem najlepiej. Walczyłabym za ojczyznę, za nasz kraj.
- Jakie jest twoje największe sportowe marzenie?
- Cel jest określony na najbliższe lata. Nie żyję tym, co będzie później. Moim celem są Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles i zdobycie tego upragnionego złotego medalu. Chcę też cały czas się rozwijać i poprawiać swoją formę.