Polityk odnosi się do tego typu wydarzeń z pewną sympatią. Jego zdaniem gale freak fight mogą mieć pozytywny wpływ na popularyzację aktywności fizycznej w Polsce i zachęcać ludzi do zainteresowania sportem.
Z ustaleń medialnych wynika, że Mejza nie tylko rzuca luźne deklaracje — ma już prowadzić rozmowy dotyczące ewentualnej walki i ustalać jej warunki. Co więcej, federacja PRIME MMA, z którą mógłby być związany, nie zdementowała tych informacji. Sam poseł pojawił się również na jednej z ich gal w Nysie, co dodatkowo podsyciło spekulacje.
ZOBACZ TEŻ: Mateusz Gamrot szczerze o "kalafiorach" na uszach. To ważny symbol
Komentując sprawę, Mejza zaznaczył, że nie kieruje się wyłącznie kalkulacją zysków i strat. Podkreślił, że wspiera znajomych niezależnie od okoliczności — nawet gdyby rywalizowali w zupełnie nietypowych dziedzinach. Jednocześnie zaznaczył wyraźnie: udział w freak fightach miałby dla niego sens tylko wtedy, gdy wiązałby się z konkretną, dużą pomocą dla potrzebujących.
"Uważam, że polityka nie może być domeną frajerów, którzy za każdym razem, jak coś robią, to kalkulują, czy im się to opłaca czy nie. Mój kolega walczył w klatce w związku z tym byłem go wspierać. Gdyby tam brał udział w wystawie filatelistycznej czy rywalizował o miano mistrza patelni, to też bym stał i mu kibicował" — powiedział, potwierdzając że ewentualnie zarobiony milion złotych (o tej kwocie informował Przegląd Sportowy Onet) przeznaczyłby na cele charytatywne. Cena jaką jednak postawił poseł Mejza może okazać się zaporowa...