- Trener kombinacji norweskiej zarzuca PZN celowe działanie na szkodę dyscypliny, a prezesowi Małyszowi brak siły przebicia.
- Adam Małysz przyznaje, że jest ugodowy, ale potrafi postawić na swoim, choć statut PZN ogranicza jego decyzje.
- Prezes PZN mierzy się z krytyką i presją, tęskniąc za bliskością sportowców zamiast pracy biurowej.
- Czy Małysz zdoła pogodzić zarzuty i presję z wizją rozwoju polskiego narciarstwa?
Trener uderza w PZN. "Chce być lubiany przez wszystkich"
W polskim narciarstwie zawrzało po słowach trenera kadry kombinacji norweskiej. W wywiadzie dla portalu WP SportoweFakty Wojciech Marusarz nie gryzł się w język, oskarżając Polski Związek Narciarski o celowe działania na szkodę jego dyscypliny.
- Tak uważam. Niestety jest kilka osób, którym kompletnie nie zależy na istnieniu tej dyscypliny. Zapewne skorzystałaby na tym, że nie trzeba byłoby nas już kompletnie finansować. Wielu ludzi w PZN czeka na pogrzeb naszej dyscypliny - mówił Wojciech Marusarz.
Przeczytaj także: Wystrojony Adam Małysz wypasionym Audi zajechał do Karola Nawrockiego! Szycha pełną gębą
Trener w swoich zarzutach odniósł się bezpośrednio do osoby prezesa PZN. Jego zdaniem Adam Małysz nie ma realnego wpływu na kluczowe decyzje w związku.
- Adam Małysz w wielu kwestiach nie ma zbyt wiele do powiedzenia i nie chce nikomu podpaść. Chce być lubiany przez wszystkich - uważa Marusarz.
Małysz: "Trochę to jest pół na pół"
Prezes PZN, zapytany o te mocne słowa, przyznał, że jest w nich część prawdy, która wynika jednak ze statutu organizacji. Jak wyjaśnił, ostateczne decyzje należą do zarządu.
- Znaczy powiem, trochę to jest pół na pół, dlatego że faktycznie w wielu kwestiach to nasz statut mówi o tym, że to zarząd decyduje - przyznał Małysz. - Ja tylko jestem tą osobą wykonawczą, można powiedzieć, jako prezes, więc ja przedstawiam decyzję zarządu.
Zobacz też: Adam Małysz w knajpie po spotkaniu z prezydentem! Nie był sam [ZDJĘCIA PAPARAZZI]
Były skoczek odniósł się także do zarzutu o bycie osobą zbyt ugodową i unikanie konfrontacji.
- Ja jestem osobą raczej ugodową, więc często jest tak, że pewne rzeczy faktycznie, tak jak trener Marusarz powiedział, może nie mam takiej siły, żeby strzelić pięścią w stół i powiedzieć, że tak i koniec, kropka - stwierdził prezes PZN.
Jednocześnie Adam Małysz stanowczo zaprzeczył, jakoby był biernym wykonawcą woli zarządu. Jak podkreślił, w sytuacjach tego wymagających, potrafi zdecydowanie zawalczyć o swoje racje.
- Ale wielokrotnie tak było, że strzeliłem w stół i powiedziałem, ale to też w przypadkach takich, w których wiem, że mogę sobie pozwolić - dodał.
Prezesura to nie tylko sukcesy. "Najgorsze jest jak zaczyna się hejt"
Adam Małysz przyznał, że kierowanie związkiem sportowym w Polsce to niezwykle wymagające zadanie, które wiąże się z ogromną presją i krytyką, także ze strony środowiska.
- Najgorsze jest jak zaczyna się atak i często hejt, więc to jest bardzo ciężkie. Ja wywodzę się ze środowiska sportowego, całe życie uprawiałem sport i dla mnie to jest najcięższe, że ja zawsze patrzę przede wszystkim na pryzmat sportowców - opowiadał.
Jak sam mówi, rola prezesa często sprowadza się do zapewnienia finansowania i mierzenia się z krytyką, podczas gdy wolałby być bliżej sportowców.
- Wielokrotnie ja dostawałem po uszach za to, że nie ma wyników, że coś nie funkcjonuje, albo że ktoś z kimś się pokłócił, a de facto tak jak powiem szczerze, to chciałbym być jakby po tej drugiej stronie, gdzie mogę z chłopakami pojechać, a nie siedzieć czasem do 22 czy 23 i podpisywać dokumenty - podsumował prezes PZN.