Tomasiak okazał się najbardziej utytułowanym spośród Polaków uczestników tegorocznych igrzysk – zdobył dwa srebrne (jeden z nich wspólnie z Pawłem Wąskiem w konkursie duetów) i jeden brązowy medal.
ZOBACZ TEŻ: Adam Małysz w knajpie po spotkaniu z prezydentem! Nie był sam [ZDJĘCIA PAPARAZZI]
Od kilku dni przebywa już w kraju, a w poniedziałek pojawił się w studiu Dzień Dobry TVN, by podsumować swoje olimpijskie występy. Zapytano go, czy start w igrzyskach wywrócił jego życie do góry nogami i czy czuje się jak w nieustannie kręcącym się kołowrotku. Skoczek przyznał, że nie aż tak bardzo, ponieważ nie śledzi na bieżąco tego, co dzieje się wokół niego w internecie:
– Może nie aż tak bardzo, bo nie sprawdzam w internecie tego, co się dzieje dookoła. Mało wychodziłem z domu przez ten czas (po powrocie z Predazzo), bo starałem się odpocząć, a nie afiszować tym wszystkim dookoła. Udawało się w miarę odciąć od tego wszystkiego – powiedział.
W rozmowie pojawił się również temat jego służby ministranckiej, która wcześniej wzbudziła spore zainteresowanie mediów. Tomasiak wyjaśnił, że w ostatnim czasie rzadziej uczestniczył w mszach w tej roli z powodu licznych wyjazdów. Mówiąc o znaczeniu wiary w swoim życiu, zaznaczył, że w kluczowych momentach czuje, iż za jego sukcesami stoi coś więcej niż tylko szczęście.
– Zawsze, jak w takich najważniejszych momentach się wszystko bardzo dobrze układa, to mam poczucie, że to nie tylko kwestia szczęścia, ale czegoś większego, co mi pomaga z boku. Nawet jak czasami zdarzały się niebezpiecznie wyglądające upadki, to praktycznie bez szwanku z tego wychodziłem, więc czuję, że wszystko zawsze się układa tak, żeby było dobrze – wyznał polski skoczek.
Na koniec zdradził, że w drugiej części tygodnia planuje chwilę odpoczynku (trener Maciusiak postanowił nie zabierać go na konkursy lotów w ramach Pucharu Świata na skoczni Kulm). Przyznał widzom, że nie ma jednej, wyraźnej pasji i w wolnym czasie zajmuje się różnymi rzeczami.
