Mamy obawiać się o Kacpra Tomasiaka? Legendarny rywal Małysza tłumaczy: "Nic nie jest zagwarantowane"

2026-04-03 11:45

Miał 20 lat, gdy cieszył się z pierwszego olimpijskiego medalu i pierwszego triumfu w zawodach Pucharu Świata, a już cztery lata później wpadł w dołek, z którego długo nie potrafił wyjść. Zapytaliśmy więc Martina Schmitta, co poradziłby Kacprowi Tomasiakowi, który jeszcze wcześniej - jako 19-latek - osiągnął gigantyczny sukces na tegorocznych igrzyskach. - W skokach nic nie jest zagwarantowane - tłumaczy legendarny rywal Adama Małysza.

Martin Schmitt, Kacper Tomasiak

i

Autor: Kamil Heppen, ART Service Martin Schmitt, Kacper Tomasiak
  • Kacper Tomasiak w wieku 19 lat jest już potrójnym medalistą olimpijskim i wielką nadzieją na dalsze sukcesy w  polskich skokach narciarskich.
  • W historii nie brakuje jednak przypadków, gdy błyskawiczny sukces skończył się szybkim wypaleniem. Jednym z przykładów może być kariera Martina Schmitta.
  • Podczas zawodów Red Bull Skoki w Punkt w Zakopanem zapytaliśmy więc słynnego Niemca, co poradziłby Tomasiakowi i czy mamy powody do obaw o jego przyszłość.

Martin Schmitt o Kacprze Tomasiaku: Nic nie jest zagwarantowane

Kamil Heppen, "Super Express": - Wchodziłeś na szczyt skoków narciarskich w wieku 20 lat, czy widzisz w 19-letnim Kacprze Tomasiaku trochę samego siebie?

Martin Schmitt: - Tak, wygrałem swoje pierwsze zawody Pucharu Świata w wieku 20 lat, na moich pierwszych igrzyskach olimpijskich (Nagano 1998 - red.) zdobyłem medal, ale tylko drużynowy, nie indywidualny. Kacper jest na naprawdę wysokim poziomie, ale wiemy, że to są skoki narciarskie, więc trzeba pracować dzień po dniu. Nic nie jest nikomu gwarantowane i on zdecydowanie musi robić postęp i wydobyć ze swojego potencjału to, co najlepsze.

- Szybko wszedłeś na szczyt, ale potem po kilku latach nastąpił zjazd. W wieku 24 lat odniosłeś ostatnie zwycięstwo w Pucharze Świata, a później latami się męczyłeś. Czy powinniśmy obawiać się o Kacpra i ewentualne wypalenie? Jak mógłbyś mu doradzić na bazie własnych doświadczeń?

- Myślę, że nie można porównywać karier jeden do jednego. Najlepsze dla niego jest po prostu skupienie się na doskonaleniu, stawaniu się lepszym każdego dnia. Powinien próbować wyciągnąć to, co najlepsze z każdego nadchodzącego sezonu, a potem zobaczymy, dokąd to doprowadzi. W moim przypadku miałem bardzo intensywne lata i pewne kłopoty, nowe problemy. Po tych kilku pięknych latach działy się różne rzeczy, i tak, nie byłem w stanie utrzymać tego najwyższego poziomu. Miałem swego rodzaju powrót w 2009 roku, kiedy byłem znowu bardzo blisko zwycięstw, nie udało mi się żadnego odnieść, ale byłem blisko. Zająłem drugie miejsce na mistrzostwach świata. Miałem więc intensywną karierę ze wzlotami i upadkami i jestem z niej bardzo zadowolony. Teraz trzymam kciuki za Kacpra, żeby mógł osiągnąć wszystko, o czym marzy.

Adam Małysz ujawnia, co z Horngacherem. "Bylibyśmy głupcami, gdybyśmy tego nie rozważali"

QUIZ: Rozpoznasz tych skoczków? Tylko najwięksi kibice sobie poradzą!
Pytanie 1 z 20
Zacznijmy od czegoś prostego. Skoczek na zdjęciu to...
Kamil Stoch

- Co potrafi zrobić nadmierna intensywność, widzieliśmy już w końcówce sezonu, gdy Kacper wrócił do Pucharu Świata i nie był tak mocny jak do mistrzostw świata juniorów. Ale nie jesteś przecież jedynym skoczkiem, który szybko wszedł na szczyt, a potem się wypalił. Gregor Schlierenzauer był spełniony sukcesami w wieku 25 lat, a później męczył się, bo nie był w stanie wrócić na najwyższy poziom. Może jako były skoczek jesteś w stanie przeprowadzić nas przez tę trudną mentalną ścieżkę bycia w czołówce? Nawet Kamil Stoch, jeden z największych skoczków wszech czasów, zakończył karierę na przeciętnym poziomie i było to dla niego bardzo trudne.

- To trochę leży w naturze skoków narciarskich. Margines błędu jest naprawdę mały. Małe błędy mają ogromny wpływ na ogólny wynik. Gdy już nie jesteś na szczycie, próbujesz się poprawić, próbujesz kontrolować sytuację, a to czasami utrudnia złapanie rytmu w skokach, złapanie płynności. I to jest wyzwanie dla każdego. Zobaczymy, jak obecne pokolenie sobie z tym poradzi, ale natura skoków narciarskich pozostanie taka sama, bez względu na zasady. Na sukces trzeba pracować rok po roku i w skokach nic nie jest zagwarantowane.

"Nie jestem w szoku, że Horngacher opuści Niemcy"

- Jest taka zakulisowa plotka, że Stefan Horngacher jest pod wielkim wrażeniem Kacpra Tomasiaka i to może być powód, dla którego zdecyduje się na powrót do Polski.

- To już żaden sekret, jak utalentowany jest Kacper, i co jest w stanie osiągnąć w przyszłości. Ale to nie tylko Kacper, macie naprawdę silną grupę juniorów i chłopaków, którzy w nadchodzących latach mogą zrobić kolejny krok, na poziom Pucharu Świata. Myślę, że wasz potencjał jest naprawdę, naprawdę wysoki i dla trenera praca w takim środowisku to na pewno przyjemność.

- Ale chyba byłeś w szoku, gdy usłyszałeś wieści o powrocie Stefana do Polski? Oczywiście było wiadomo, że to jego ostatni sezon w roli trenera Niemiec, ale raczej spodziewano się, że zostanie w niemieckim związku na jakimś ważnym stanowisku.

- Nie, nie jestem w szoku. Dość wcześnie ogłosił rezygnację po sezonie, więc wiedziałem, że jest otwarty również na wyzwania poza Niemcami. Jeśli trener taki jak Stef jest na rynku, wiele drużyn próbuje go oczywiście zatrudnić. Myślę, że Adam ma z nim dobre relacje, odnosił duże sukcesy w Polsce. Oczywiście życzę mu powodzenia, cokolwiek będzie robił w przyszłości. Jeśli rzeczywiście będzie pracował w Polsce, to będzie to prawdziwy impuls dla całego zespołu, nie tylko dla kadry narodowej, lecz także dla juniorów. Ma ogromną wiedzę, jest świetnym trenerem i z całym swoim doświadczeniem może również rozwinąć następne pokolenie wybitnych polskich skoczków narciarskich.

Oczywiście działacze niemieckiego związku próbowali zatrzymać go do pracy z juniorami w Niemczech, ale on prawdopodobnie zdecydował inaczej. Życzę mu powodzenia, to fajny facet. Pracowaliśmy razem przez wiele lat, znam go od czasów, gdy byliśmy zawodnikami, więc oby wiodło mu się w przyszłości.

25 lat minęło, a Małysz znów bił się ze Schmittem. Niemiec podbił Zakopane

"Nie jestem w szoku. Dość wcześnie ogłosił rezygnację po sezonie, więc wiedziałem, że jest otwarty również na wyzwania poza Niemcami"

- W Zakopanem drugi rok z rzędu masz możliwość skakać na malutkiej skoczni K-4. Czy po zakończeniu kariery próbowałeś jeszcze skakać, na przykład na treningach z niemieckimi juniorami?

- Nie, już nie skaczę... Oczywiście jeżdżę na nartach, skaczę na biegówkach czy nartach zjazdowych, ale już nie na skoczniach. 1 stycznia 2014 roku w Garmisch-Partenkirchen był mój ostatni skok w zawodach, a także w ogóle na skoczni narciarskiej. Ale nawet taki skok jak na Red Bull Skoki w Punkt to zawsze jest przeżycie, jeszcze w ramach rywalizacji z tymi niesamowitymi sportowcami. To uczucie, kiedy siedzisz na belce, dostajesz zielone światło, trener macha flagą i musisz ruszać – to jest wyjątkowe i tętno jest wtedy nieco szybsze niż normalnie.

Super Sport SE Google News
Adam Małysz o powrocie Stefana Horngachera do Polski
SuperSport
Jaka przyszłość czeka ROBERTA LEWANDOWSKIEGO | SuperSport