Puchar Świata w Wiśle dla skoczków zacznie się dopiero od kwalifikacji w piątek wieczorem (20:15), ale skoczkinie rywalizację na skoczni imienia Adama Małysza mają już za sobą. Najlepsza z Polek Anna Twardosz była 20. w czwartek i 17. w piątek, zdobywając kolejne punkty Pucharu Świata. Niestety, zmagania kobiet nie przyciągnęły na skocznię tłumów znanych z męskich PŚ, których należy spodziewać się także w ten weekend - bilety na sobotę są wyprzedane, a na niedzielę zostały ostatnie sztuki.
Adam Małysz dostał trudne pytanie i wpadł w zakłopotanie. Nie wiedział, co powiedzieć
PŚ w Wiśle: Polka biła rekord, na trybunach było pusto
- Jeśli chodzi o zmagania kobiet, to sprzedaż nie jest rewelacyjna. Sądzę, że się poprawi po dobrych występach naszych dziewczyn w Pucharze Świata w Falun. Tradycyjnie jest jednak mało sprzedanych biletów. Liczymy na to, że przy dobrej pogodzie – Wisła jest ładnie zasypana śniegiem – ludzie przyjdą - zapowiadał już przed zawodami na łamach TVP Sport Andrzej Wąsowicz, przewodniczący komitetu organizacyjnego w Wiśle.
Rzeczywistość okazała się brutalna. Na czwartkowym konkursie rozgrywanym wieczorem na skoczni pojawiło się ok. 100 osób... Obecni na miejscu dziennikarze z obsługą stanowili mniej więcej drugie tyle, a widok opustoszałej skoczni był wręcz przybijający.
Wielka gwiazda skoków nie przyjedzie do Wisły. Zła wiadomość, jego nie zobaczą kibice
20. miejscem w czwartek Anna Twardosz wyrównała polski rekord pięciu kolejnych konkursów PŚ z punktami w jednym sezonie. W piątek zgodnie z oczekiwaniami została nową rekordzistką, punktując po raz szósty - na 17. miejscu. Liderka reprezentacji Polski jest też naprawdę blisko rekordowego wyniku Kingi Rajdy, która w sezonie 2019/2020 zdobyła 93 punkty PŚ. Ale jej skoki w piątek w Wiśle oglądało niewiele więcej kibiców niż w czwartek.
- Myślałam, że będzie więcej kibiców. Latem była liczniejsza grupa. Trzeba się jednak cieszyć z każdego kibica, który dotarł na skocznię. Nie czuję rozczarowania, choć oczywiście byłoby miło, gdyby pojawiło się więcej widzów. Może jak zaczniemy wygrywać, to zobaczymy tłumy - komentowała pustki wyrozumiała Twardosz.
A w tle pojawiły się już myśli o konkursach PŚ kobiet w Zakopanem, na co liczą zresztą same skoczkinie. Może do tego doprowadzić wizja Sandro Pertile, aby połączyć oba kalendarze, mimo że "przepchnięte" przez niego kobiece konkursy w Wiśle z pewnością nie były laurką dla tego pomysłu.
