- Fatalny finał skoków narciarskich w Willingen
- Kadra Norwegii padła w Niemczech ofiarą kradzieży sprzętu sportowego
- Jak informują członkowie norweskiego sztabu, zginął sprzęt potrzebny na igrzyska
Skoki w Willingen: Skoczkowie ofiarami strasznej kradzieży
Puchar Świata w Willingen zakończył się dla reprezentacji Norwegii w fatalnej atmosferze. I nie chodzi tu o wyniki sportowe, a o wydarzenia, które rozegrały się poza skocznią. W nocy z soboty na niedzielę nieznani sprawcy włamali się do zaplecza technicznego i okradli jedną z najsilniejszych reprezentacji świata.
Do zdarzenia doszło w nocy przed niedzielnym konkursem. Łupem złodziei padły elementy wyposażenia, które są kluczowe dla bezpieczeństwa i komfortu zawodników. Sprawę nagłośnił Jan-Erik Aalbu, szef skoków narciarskich w norweskiej federacji, w rozmowie z agencją NTB.– Zginęły kaski, gogle, kurtki i rękawice, natomiast narty i buty nie zostały ruszone. Część sprzętu była przygotowana na olimpiadę – wylicza straty Aalbu.
Utrata sprzętu tuż przed najważniejszą imprezą czterolecia to ogromny problem logistyczny. Nowe kaski i gogle muszą być idealnie dopasowane, a zawodnicy przyzwyczajeni do konkretnych modeli.
Sprawę zgłoszono policji, która zabezpieczyła nagrania z kamer przemysłowych. Niestety, materiał dowodowy pozostawia wiele do życzenia. – Na zdjęciach z monitoringu, które oglądaliśmy razem z policją, widać jak jakieś osoby włamują się do naszej szatni, a następnie wychodzą z torbami, a w rękach trzymają kaski Johana Andre Forfanga i Halvora Egnera Graneruda. Niestety zdjęcia są bardzo słabej jakości – przyznał działacz.
Teorie spiskowe wokół kradzieży. Złodzieje okradli tylko norweską szatnię
Incydent budzi dodatkowe emocje ze względu na swoją specyfikę. Złodzieje nie "czyścili" wszystkich pomieszczeń po kolei. – Najciekawsze jest to, że tylko norweska szatnia została okradziona – podkreślił Aalbu.
Choć fakt ten może rodzić teorie spiskowe, szef norweskich skoków zachowuje chłodną głowę. Zaznaczył, że jest daleki od rzucania oskarżeń o możliwy sabotaż czy celowe działanie konkurencji. Śledztwo w tej sprawie prowadzi niemiecka policja.
Dla Johanna Andre Forfanga to kolejny cios w ten weekend – przypomnijmy, że skoczek walczył w Willingen krótko po otrzymaniu wiadomości o śmierci ojca.
