Ostatnie sukcesy Mai Chwalińskiej i Kamila Majchrzaka mocno zasiliły ich konta bankowe. Można odważnie stwierdzić, że finalistka Rolanda Garrosa pierwszy raz w karierze otrzymała tak poważny zastrzyk finansowej nagrody za poczynania na korcie. Majchrzak w imponującym stylu wygrał turniej ATP w 's-Hertogenbosch. Od kilku miesięcy gra na wysokim, a przede wszystkim solidnym poziomie, który znów wprowadził go do szerokiej czołówki. Na kolejne premie turniejowe pewnie nie narzeka.
Nie dawno okazało się że Maja Chwalińska przez najbliższy rok będzie otrzymywać stypendium sportowe z Ministerstwa Sportu i Turystyki w wysokości 9600 zł brutto miesięcznie. Decyzja budzi jednak pytania, ponieważ tenisistka niedawno zarobiła ponad 3,2 mln zł za występ w Roland Garros, już po potrąceniu podatków. Pokłosie sukcesu w 's-Hertogenbosch - dodatkowe wsparcie od rządu będzie dostała również Majchrzak.
ZOBACZ TEŻ: Polski tenis walczy o kwalifikacje do Wimbledonu. Są dobre i złe informacje
Wielu nie ma wątpliwości, że obecne nagrody z MSiT spóźniły się w przypadku tych dwóch jednostek o kilka lat. Decyzja ministerstwa spotkała się jednak z pytaniami i wątpliwościami. Głos zabrał również Piotr Sierzputowski, były trener Igi Świątek.
"Rozumiem, że to jest kolejna racjonalna decyzja?" - wątpliwości zgłasza Piotr Sierzputowski, były trener Igi Świątek. Przyznanie stypendium Majchrzakowi wywołało również mieszane reakcje wśród internautów. Wielu komentujących uważa, że publiczne środki mogłyby trafić do sportowców bardziej potrzebujących takiego wsparcia, dlatego decyzja resortu spotkała się z kolejną falą krytyki.