- Linda Noskova wygrała Wimbledon 2026 po finale z Karoliną Muchovą.
- Przegrany set od stanu 6:2, 5:2 i piłek meczowych nie wybił jej z rytmu w decydującej partii.
- Po zwycięstwie obie finalistki z Czech zalały się łzami podczas tradycyjnej ceremonii.
Wimbledon. Morze łez po finale Noskova - Muchova. Mistrzyni przeżyła dramat z mamą
Po godzinie gry nikt nie spodziewał się takich emocji. Linda Noskova prowadziła 6:2, 5:2 i miała piłki meczowe najpierw przy serwisie rywalki, a po chwili kolejną we własnym gemie. Nie wykorzystała także tej piątej przy stanie 5:4 i pozwoliła Karolinie Muchovej nabrać wiatru w żagle, co skończyło się decydującym setem. W nim po krótkiej przerwie młodsza z Czeszek wróciła na swój poziom i ostatecznie dopięła swego, sięgając po pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. To zawsze wyjątkowy moment, o którym 21-letnia Noskova nigdy nie zapomni.
Wimbledon 2026 PREMIE: Ile zarobi zwycięzca? Rekordowe nagrody pieniężne
Podczas mistrzowskiej ceremonii obu finalistkom towarzyszyły spore emocje. Tradycyjnie jako pierwsza wywołana została przegrana, która już na samym początku rozłożyła wszystkich, zwracając się w żartach do Noskovej: "ex-przyjaciółko". Dla Muchovej był to drugi finał Wielkiego Szlema po pamiętnym Roland Garros 2023 z Igą Świątek, ale wcale nie mniej stresujący.
- Kiedy patrzę na mój narożnik... Przepraszam. To emocje. Patrzę na mój narożnik i widzę wszystkich przyjaciół oraz rodzinę, którzy pozmieniali plany, aby być dzisiaj ze mną - mówiła łamiącym się głosem rozklejona finalistka.
Później scena należała już do głównej bohaterki dnia, która na początku odpowiedziała na żart, podkreślając słowo "przyjaciółko". Szczęśliwa Noskova świetnie radziła sobie z emocjami, aż do samego końca przemowy.
Jest jeszcze jedna osoba, której chciałabym podziękować. To moja mama. Zdecydowanie nie stałabym w tym miejscu, gdyby nie ona, więc dziękuję - powiedziała Czeszka, kierując buziaka w stronę nieba, po czym się rozkleiła.
Mama świeżo upieczonej mistrzyni Wimbledonu zmarła w 2024 roku... tuż przed turniejem w Londynie. Wcześniej toczyła długą walkę z rakiem.
Zazwyczaj nie płaczę, to nie jest dla mnie normalne. Bardzo cieszyłam się tymi 2 tygodniami. Wszystkimi smutnymi i wszystkimi radosnymi łzami. Całym potem i poświęceniem, który w to włożyłam, bo było warto. Z pewnością nigdy nie zapomnę tych 2 tygodni - zakończyła Noskova.