- Maja Chwalińska, po sensacyjnym finale French Open, przygotowuje się do Wimbledonu, lecz jej nagły sukces wywołał nieoczekiwane wyzwania psychologiczne.
- Tenisistka szczerze przyznała, że po powrocie do Polski czuła się "jak oszustka", zmagając się z przytłaczającą popularnością i umniejszając własne osiągnięcia.
- Czy Chwalińska, mimo presji i syndromu oszustki, utrzyma swoją skromność i zaskoczy na kortach Wimbledonu?
Szok po powrocie do Polski. "Czułam się jak oszustka"
Jej niezwykły rajd w Paryżu, gdzie jako pierwsza w historii ery open dotarła do finału z eliminacji, wywołał prawdziwą furorę. Styl gry i determinacja Mai Chwalińskiej sprawiły, że zyskała rzesze fanów. Jak sama przyznaje, skala popularności, która na nią spadła, była przytłaczająca, zwłaszcza po powrocie do kraju.
- Kiedy przyleciałam do Warszawy, na lotnisku było mnóstwo ludzi. Kolejne dni były szalone. Czułam się trochę jak oszustka, miałam wrażenie, że na to nie zasługuję. Ludzie, przecież to był jeden turniej... - przyznała Chwalińska podczas konferencji prasowej w Londynie, odnosząc się do tzw. syndromu oszustki.
Przeczytaj także: Wielki bunt na Wimbledonie. Gwiazdy bojkotują media, w tle wojna o miliony
To psychologiczne zjawisko dotyka osoby, które mimo obiektywnych dowodów sukcesu, nie potrafią uwierzyć w swoje kompetencje i umniejszają własne osiągnięcia.
Zwykła dziewczyna z Dąbrowy Górniczej. "Jestem zwykłym człowiekiem"
Mimo że w Wimbledonie będzie rozstawiona z numerem 20., a jej popularność przyciągnęła nowych sponsorów, Chwalińska twardo stąpa po ziemi. Jak sama podkreśla, sława nie zmieniła jej priorytetów. Tenisistka z Dąbrowy Górniczej odmawia nawet korzystania z obiektów zarezerwowanych dla rozstawionych zawodniczek, bo, jak twierdzi, „te zwykłe są bardzo ładne”.
- Z jednej strony, oczywiście, bardzo to doceniam. To wspaniałe, poczuć miłość i docenienie od ludzi. Ale z drugiej, przecież to tylko tenis. Nie jestem boginią ani nic z tych rzeczy, jestem zwykłym człowiekiem – dodała Chwalińska.
Zobacz też: Wimbledon 2026 DRABINKA. Z kim grają Iga Świątek, Maja Chwalińska i reszta Polaków? Trudne losowanie
Po wyczerpującym French Open, zamiast kolejnych turniejów, wybrała wakacje na Krecie, by naładować baterie. Zapewnia, że jej podejście do sportu pozostaje niezmienne.
- Fakt, że jestem rozstawiona, niczego nie zmienia. Każda zawodniczka tutaj jest bardzo groźna. Moja rutyna i moje priorytety się nie zmieniły - zapewniła tenisistka.
W pierwszej rundzie Wimbledonu Maja Chwalińska zmierzy się z Tajką Mananchayą Sawangkaew.