- Wielka afera po starcie Andżeliki Wójcik na igrzyskach olimpijskich 2026
- Polka zarzuca, że przygotowywała się sama do startów w tym sezonie
- Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty, twierdząc, że problem jest nie w związku, a w sportsmence
Wielkie pranie brudów na IO 2026. Andżelika Wójcik atakuje związek
Start Andżeliki Wójcik na dystansie 500 metrów podczas igrzysk w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo zakończył się nie tylko sportowym niedosytem, ale i potężną aferą wewnątrz polskiej reprezentacji. Po zajęciu 11. miejsca zawodniczka wygłosiła dramatyczne oświadczenie, na które w ostrych słowach zareagował prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.
Dla polskich kibiców miał to być dzień walki o czołowe lokaty. Rzeczywistość okazała się bolesna – medalu nie było, a atmosfera wokół kadry zgęstniała w ułamku sekundy. Andżelika Wójcik tuż po przekroczeniu linii mety nie kryła łez, które – jak się szybko okazało – wynikały nie tylko ze smutku po przegranej, ale z głębokiego żalu do działaczy.
W rozmowie z Eurosportem rozgoryczona panczenistka zdecydowała się na szczere wyznanie, odsłaniając kulisy swoich przygotowań do najważniejszej imprezy czterolecia. – Po tak ciężkim czteroleciu i tak ciężkim okresie sportowo już to powiem, bo i tak pojawi się to w mediach. W tym sezonie przygotowywałam się sama, byłam bez trenera. Jest to przykre, po prostu – mówiła łamiącym się głosem Wójcik.
Zapytana o powody takiej sytuacji, odesłała dziennikarzy do władz związku, sugerując, że została pozostawiona sama sobie w kluczowym momencie kariery. – Na rok olimpijski zostałam sama, bez opieki i przygotowań – podkreśliła dobitnie.
Prezes PZŁS kontratakuje: "Kłóci się ze wszystkimi"
Na odpowiedź związku nie trzeba było długo czekać. Rafał Tataruch, prezes PZŁS, w rozmowie z Eurosportem nie gryzł się w język. Zarzucił zawodniczce mijanie się z prawdą i próbę usprawiedliwienia słabszego występu kosztem innych. – To są kłamstwa albo wymyślone rzeczy. My bardziej się staraliśmy o tę opiekę niż ona jej chciała – stwierdził stanowczo Tataruch.
Według prezesa, problem nie leży w braku chęci ze strony związku, ale w trudnym charakterze samej zawodniczki. Tataruch ujawnił, że Wójcik miała zapewnioną opiekę trenerską, ale współpraca nie układała się z jej winy. – To nie jest łatwa osoba, pokłóciła się ze wszystkimi możliwymi trenerami. (...) Do Salt Lake City, czyli do końca października, miała opiekę. Tam poprosiła, by odejść z grupy. Ona po prostu w niej nie funkcjonuje. Kłóci się ze wszystkimi, nie realizuje planów treningowych – wyliczał prezes.
Najpierw się rozpłakała, a potem się nie hamowała. Burza po słowach Polki na IO!
Władze związku zapewniają, że mimo konfliktów, nad Wójcik czuwała Agata Jabłońska (team leader), która pomagała jej w rozgrzewkach i mierzeniu czasów. Słowa o "samotności" prezes uznaje za przejaw frustracji po nieudanym starcie.