- Bośniacki piłkarz po sensacyjnym awansie na mundial, nie kryje ekscytacji przed historycznym turniejem, będącym wielkim wydarzeniem dla jego kraju.
- Ujawnia kulisy sensacyjnego pokonania Włochów w barażach i opowiada o historycznym wyróżnieniu dla Jagiellonii.
- Poznaj jego odważne cele na turniej i dowiedz się, dlaczego mimo trudnej grupy, jego zespół czuje się mocny i gotowy na wyzwania.
"Super Express": - Jakie emocje towarzyszą panu w związku z wyjazdem na turniej?
Samed Bażdar (reprezentant Bośni i Hercegowiny): - Mogę opisać je tylko jednym słowem - ekscytacja. To wielka sprawa dla całej Bośni. Po raz drugi w historii wystąpimy na najważniejszej piłkarskiej imprezie. Mundial z 2014 roku obserwowałem jako mały chłopiec w telewizji i wtedy marzyłem o występie na takim turnieju. Teraz to się dzieje. Wielka sprawa dla całego kraju, ale również dla mnie. Już nie mogę doczekać się pierwszego meczu i tych emocji.
- Awans Bośni na turniej przeszedł do legendy. W marcu sensacyjnie doprowadziliście do łez cała Italię. Jak to zrobiliście?
- Przed finałem meczu barażowego niewielu na nas stawiało, ale czuliśmy, że możemy tego dokonać. Sam jeszcze w lutym z Jagiellonią rywalizowałem z Fiorentiną i we Florencji potrafiliśmy pokonać Włochów. Wiedziałem, że skoro mogliśmy tego dokonać raz, to dlaczego nie moglibyśmy tego powtórzyć także w drużynie narodowej. Pamiętam olbrzymią euforię i wielkie emocje. Uważam, że wyeliminowanie tak renomowanego przeciwnika jak „Squadra Azzurra” to jeden z największych sukcesów w historii naszej piłki.
Meksyk - RPA. 9 minut i już pierwszy gol MŚ 2026! Katastrofa drużyny z Afryki
- Co działo się zaraz po końcowym gwizdku?
- To było czyste szaleństwo. Sami długo świętowaliśmy do białego rana, najpierw z kolegami z drużyny, potem dołączyli do nas działacze, nasze rodziny. Całe miasto świętowało ten sukces, jadąc przez miasto wszędzie stali ludzie z naszymi flagami. Można było odczuć, że to wielki moment.
- Przeszedł pan nie tylko do historii piłki bośniackiej, ale także białostockiej. Stał się pierwszym w historii zawodnikiem Jagiellonii powołanym na mistrzostwa świata.
- Po powrocie do Polski jeden z kibiców Jagiellonii zaczepił mnie na ulicy i powiedział o tym fakcie. Nie wiedziałem o tym wcześniej, ale tym bardziej czuję radość i dumę, że w taki sposób zapisałem się w historii tego klubu, chociaż moja przygoda z nim trwała zaledwie kilka miesięcy.
To gwiazda meczu otwarcia MŚ 2026. Kim jest Tyla? Mówią o niej petarda! Królowa popu z Afryki
- Rozpoczynacie mundial meczem Kanadą. Jakie macie oczekiwania przed turniejem?
- Chcemy pokazać się z możliwie najlepszej strony. Zdajemy sobie sprawę, że Kanada w meczu z nami będzie bardzo zdeterminowana, ale na pewno nie czujemy się gorsi od nich. Nasi zawodnicy także grają w czołowych europejskich ligach, mamy spore doświadczenie, w eliminacjach udowodniliśmy, że potrafimy być groźni dla każdego, dlatego nie mamy żadnych obaw. Wyjście z grupy to cel minimum.
- Kanada, Szwajcaria i Katar - wydaje się, że nie powinno być to trudnym zadaniem.
Trzeba pamiętać, że w dzisiejszym futbolu poziom powoli się wyrównuje. Kanada grała już na poprzednim turnieju, ma kilku zawodników na bardzo wysokim poziomie. Do tego ten mundial będzie najważniejszym piłkarskim turniejem w całej historii Kanady, gospodarze zechcą udowodnić swoją wartość przed własnymi kibicami, dlatego nie można ich lekceważyć. Szwajcarzy od dawna mają określoną wartość, więc to z pewnością wymagający rywal. Katar cztery lata temu sam organizował mistrzostwa, również ma doświadczenie gry na dużych turniejach. Na pewno nikt nie odda nam tych punktów za darmo. Jednak znamy swoją jakość, nie przez przypadek ograliśmy Włochy, czujemy się mocni i zechcemy to udowodnić.
Meksyk - RPA. 9 minut i już pierwszy gol MŚ 2026! Katastrofa drużyny z Afryki
- Była mowa o Jagiellonii. Po sezonie wraca pan z wypożyczenia do Realu Saragossa?
- Na razie wszystko na to wskazuje, ale obecnie zupełnie o tym nie myślę. Skupiam się tylko na mundialu, gdzie chcę udowodnić swoją wartość.
- Jak zapamięta pan Jagiellonię i Ekstraklasę?
- Wspaniałe pół roku. W Białymstoku rywalizowałem o miejsce w składzie z Afimico Pululu, który okazał się być świetnym zawodnikiem i jeszcze lepszym człowiekiem. Sam klub dobrze mnie przyjął i chociaż mieliśmy różne momenty w rundzie, to bywały mecze, w których potrafiliśmy wskoczyć na bardzo wysoki poziom, jak chociażby we Florencji, czy w końcówce rundy, kiedy skutecznie obroniliśmy miejsce na podium. Potem radość z wywalczonych medali była olbrzymia, ponieważ sezon był szalony. W pewnym momencie kilkanaście drużyn było zaangażowanych w walce o europejskie puchary, ale zrobiliśmy to. Raz jeszcze chciałbym podkreślić wdzięczność Jagiellonii i miastu Białystok, bo wspólnie z moją żoną i córką czuliśmy się tam znakomicie. I raz jeszcze podkreślę, że to duża sprawa dla mnie być pierwszym zawodnikiem Jagi, który jedzie na mundial.
Oto gorąca żona strzelca pierwszego gola na mundialu. Od oglądania jej zdjęć zaparują wam okulary