Sytuacja miała miejsce przed hitem PKO BP Ekstraklasy Legia Warszawa - Lech Poznań. Mateusz Borek miał komentować to spotkanie na antenie TVP, ale miał ogromne problemy, żeby wejść na stadion.
Bramkarz, który śmiertelnie faulował Jesúsa de Miguela, przerwał milczenie! Poruszające słowa
- Wchodzę na Legię skomentować mecz, wjeżdżam na parking, a chłop mówi, że nie mogę przejść na trybunę. Musiała lecieć pani Barbara z akredytacją... Mówię: "Chłopie, myślisz, że ja tu dla przyjemności przychodzę i nie mam co robić?". Szczerze, tam czasami jest taki klimat... Wolę się do Białegostoku, Poznania, czy Krakowa przejechać na mecz. Tam jest jakieś takie przeświadczenie wielkiej warszawskiej korporacji, jakieś napinki, dziwne historie - nie krył irytacji Mateusz Borek. - Przyjeżdżają ludzie z całej Europy, a najważniejsi są ochroniarze. Tragedia - dodał wprost znany dziennikarz.
Słowa Mateusza Borka odbiły się głośnym i szerokim echem. Dlatego dziennikarz w mediach społecznościowych zdradził więcej szczegółów i ujawnił kulisy całej sytuacji, do której doszło na Łazienkowskiej przed meczem Legii z Lechem.
"Nie chce mi się dziesięć razy odpisywać. Więc doprecyzuję raz. Ja nie oczekuję wpuszczania na żaden stadion bez akredytacji, biletu czy parkingu. Otrzymaliśmy bilety parkingowe na mecz z Lechem i informację, że identyfikator TVP ze zdjęciem upoważnia do wejścia, bo mecz był transmitowany w TVP. Wjechaliśmy grzecznie na stadion z ważnym biletem parkingowym, pokazaliśmy identyfikator. Kilku ludzi nas przepuściło zgodnie z wcześniejszymi informacjami, a jeden chłop się napiął, że to jest niewystarczające. I nas trzymał na parkingu. I żadne, racjonalne tłumaczenia do niego nie trafiały. I tyle. Ja nie oczekuję ani na Legii, ani gdzie indziej specjalnego traktowania. Tylko przejrzystego komunikatu. Żeby nie było nerwów przed pracą i stania na parkingu jak Jurand ze Spychowa pod zamkiem krzyżackim. Bo w tym wieku, już mi się nie chce stać na parkingach i czekać nie wiadomo na co" - napisał Mateusz Borek na platformie X.