- Do skandalicznych scen doszło po zakończeniu derbowego meczu Radomiak – Korona
- Na boisku rozpętała się prawdziwa awantura. Jedna osoba trafiła do szpitala
- Sytuację na koniec uspokoił oddział policji, który pojawił się na boisku z tarczami
Radomiak – Korona: Burda na boisku! Pracownik zalał się krwią
To miał być emocjonujący mecz derbowy, a zakończył się gigantycznym skandalem. Korona Kielce pokonała na wyjeździe Radomiaka 2:0, ale wynik zszedł na drugi plan w obliczu wydarzeń, do których doszło tuż po końcowym gwizdku. Na murawie wybuchła regularna bójka, w ruch poszły pięści i przedmioty, a jedna osoba musiała zostać odwieziona do szpitala.
Trener Korony, Jacek Zieliński, cieszył się z trzech punktów zdobytych w trudnym momencie, chwaląc zespół za mądrą defensywę mimo naporu rywali. Jednak jego pomeczowa wypowiedź została zdominowana przez opis agresji, z jaką spotkała się jego drużyna.
Jan Tomaszewski bez litości dla Flicka. "Wywaliłbym go pół roku temu!"
Szkoleniowiec kielczan relacjonował, że gdy chciał podziękować sędziom, jeden z piłkarzy gospodarzy zaczął mu "wymachiwać pięścią przed nosem". To był dopiero początek. – To, co się potem wydarzyło, woła o pomstę do nieba – mówił wstrząśnięty Zieliński.
Według relacji trenera, piłkarz Korony Tamar Svetlin został uderzony przez mężczyznę ubranego w dres Radomiaka. W obronie kolegów stanął rezerwowy Marcin Cebula, który za odepchnięcie agresora został ukarany czerwoną kartką. Najbardziej ucierpiał jednak członek sztabu kielczan. – Nasz Michał Siejak (dyrektor marketingu Korony) dostaje butelką w głowę i zalany krwią zostaje odwieziony do szpitala – ujawnił Zieliński. – Wymknęło się to spod kontroli. Porażkę trzeba umieć przełknąć - dodał.
Trener Radomiaka wyrzucony z boiska. Był w szatni w chwili awantury
Trener Radomiaka, Goncalo Feio, nie odniósł się bezpośrednio do bójki, tłumacząc, że w tym czasie przebywał już w szatni. Portugalczyk skupił się na analizie sportowej, podkreślając statystyczną przewagę swojego zespołu.
– Wynik bardzo boli. (...) Oddaliśmy 24 strzały przeciwko czterem. Z pola karnego oddaliśmy 17 strzałów, a Korona dwa – wyliczał Feio, dodając, że jego zespół miał przygniatającą przewagę w posiadaniu piłki i celności podań.
Szkoleniowiec gospodarzy sam jednak nie dokończył meczu na ławce. Po drugim golu dla Korony ujrzał czerwoną kartkę. Feio czuje się w tej sytuacji ofiarą swojej reputacji. – Kiedyś byłem nerwowy (...). Dzisiaj nerwów po mnie na pewno nie było widać, a i tak dostałem czerwoną kartkę. (...) Nikomu nie jest bardziej przykro, że zostałem tak potraktowany, nie jako trener, ale jako człowiek – podsumował. Sprawą pomeczowych zajść z pewnością zajmie się Komisja Ligi, a kary dla gospodarzy mogą być surowe.