- Wicemistrz Grecji, Olympiakos Pireus, przechodzi kadrową rewolucję po nieudanym starcie sezonu, co wpływa na ich obecną formę.
- Gigant z Pireusu doświadczył masowej wymiany składu i zmiany trenera, co doprowadziło do braku zgrania i niezadowolenia kibiców.
- Według eksperta Jagiellonia ma realne szanse na korzystny wynik, pod warunkiem przetrwania początkowego naporu rywali.
- Czy polski zespół wykorzysta chaos w greckiej drużynie i sprawi sensację w Europie?
Olympiakos Pireus zaszalał z transferami
Przed dwoma laty Olympiakos wygrał Ligę Konferencji. W ubiegłym sezonie występował w Lidze Mistrzów. W obecnych rozgrywkach także chciał się dostać do fazy ligowej Champions League, ale nie poradził sobie z NEC Nijmegen. To był początek ogromnych zmian w greckim klubie.
- Od tego momentu zaczęło się narzekanie - opowiada Wandzik. - Wytykano, że Olympiakos gra słabo, że trzeba zwolnić trenera. Jednak Jose Luis Mendilibar dostał kolejną szansę, bo wcześniej zrobił dobrą robotę i był lubiany przez kibiców. Ale była presja i zaczęli wymieniać zawodników. W efekcie porządnie przeczyścili szatnię, bo przeprowadzili kilkanaście transferów! I to za duże pieniądze. Jednak to nie pomogło, bo dalej grali słabo i trener został zwolniony. Pewnie ocaliłby posadę awansem do Ligi Mistrzów. W końcu Olympiakos ma duży budżet i wysokie aspiracje - wyjawia.
Ot(t)o najlepszy bramkarz w Ekstraklasie. "To był strzał w dziesiątkę dla Legii"
Kibice skandowali nazwisko poprzedniego trenera Olympiakosu Pireus
Nowym szkoleniowcem został Imanol Alguacil, który zaczął od falstartu. W debiucie przegrał z OFI Kreta.
- W składzie było ośmiu nowych graczy i trzech starych - przypomina. - Kibice byli niezadowoleni z postawy nowych piłkarzy. Skandowali nazwisko poprzedniego szkoleniowca. Widać, że Hiszpan chce, żeby więcej zawodnicy grali z piłką z tyłu. Teraz szukają napastnika, bo El Kaabi jest kontuzjowany. Nawet zgłosili Romana Jaremczuka, który był już na wylocie z klubu - dodaje.
Niels Frederiksen nie na to liczył. Trener Lecha szczery do bólu, powiedział to wprost
Józef Wandzik: Jagiellonia nie jest bez szans
Grecki klub wysoko zawiesza sobie poprzeczkę. Ale czy do potyczki z Jagiellonią wyjdzie na prostą?
- Gdyby mecz był w grudniu, to stawiałbym na Olympiakos - tłumaczył. - Jednak w tym momencie, po tylu zmianach, ten zespół potrzebuje czasu, żeby to zaskoczyło. Przyszli nowi, dobrzy piłkarze, którzy dopiero się poznają. Kibice nawet żartują, że jak oni mają grać dobrze, skoro nie wiedzą, jak się nazywają. Jest Meksykanin Armando Gonzalez czy Kolumbijczyk Gustavo Puerta. Oni mają markę. Taki Santiago Hezze grał, ale teraz jest taka rotacja, że trudno przewidzieć jedenastkę - przekonuje.
Ekstraklasa: Lech Poznań już nie jest liderem! Górnik Zabrze Prekop(ał) mistrza
Jagiellonia musi przetrwać napór Olympiakosu Pireus
Na co więc może liczyć białostocki zespół w Grecji?
- Jagiellonia może powalczyć - ocenia. - Jeśli przetrwa początkowy napór Olympiakosu, to pojawi się niezadowolenie kibiców. Jaga dobrze gra w pucharach, choć ostatnio w lidze dostała zadyszki, a do tego było zamieszanie z trenerem Adrianem Siemieńcem. W każdym razie w greckich mediach były komentarze, że to będzie test dla Olympiakosu, że musi zacząć lepiej grać. Wszyscy są dobrej myśli, że z nowymi transferami drużyna w końcu zaskoczy - zaznacza Wandzik.
Marek Papszun o zmianach w Legii. Padły słowa o kopciuszku i księżniczce