Inter przegrał z Bodo/Glimt oba mecze dwumeczu. Oba zasłużenie! Norweska ekipa już wcześniej potrafiła szokować, wszak w ubiegłym sezonie dotarła do półfinału Ligi Europy. To, co prezentuje w 2026 roku, trudno nazwać inaczej niż sensacją. Bodo/Glimt pokonało kolejno Manchester City 3:1, następnie wygrało na wyjeździe z Atletico Madryt, a teraz rozprawiło się w dwumeczu z Interem, finalistą ubiegłej edycji.
ZOBACZ TEŻ: To może być koniec dramatu. Arkadiusz Milik długo na to czekał, Włosi informują
Kacper Tomasiak, Władimir Semirunnij i inni na spotkaniu u Ministra Sportu [Zdjęcia]
Inter nie może się tłumaczyć absencjami. Do rewanżu przystąpił osłabiony brakiem swojego najlepszego strzelca w Serie A, Lautaro Martineza (14 goli w lidze, cztery w Lidze Mistrzów). Nie zagrał również Hakan Calhanoglu. Trudno jednak uznać to za pełne usprawiedliwienie, biorąc pod uwagę ogromną różnicę potencjału finansowego obu klubów.
Od pierwszych minut gospodarze przeważali, lecz niewiele z tego wynikało. Zieliński aktywnie uczestniczył w konstruowaniu ataków, jednak największe zagrożenie Inter stwarzał lewą stroną, gdzie tradycyjnie wyróżniał się Federico Dimarco. Piotr Zieliński nie grał źle, w pierwszej połowie wyglądał wręcz znakomicie, ale jego kreatywność i wygrywane pojedynki to było za małe na doskonale ustawioną w obronie ekipę Bodo.
ZOBACZ TEŻ: Kacper Tomasiak powiedział o tym głośno. W studiu TVN padły poruszające wyznania
Nadzieje na spektakularne odrobienie strat z Norwegii zaczęły znikać w 58. minucie. Fatalny błąd popełnił Manuel Akanji, który chciał wycofać piłkę, a sprezentował "sam na sam" Jens Hauge. Ten jednak przegrał z Yannem Sommerem. Pierwszy do dobitki był jednak Hakon Evjen. Hauge z gola cieszył się z kolei w 72. minucie, a nastrojów Norwegom nie mogła popsuć szczęśliwa bramka honorowa Interu autorstwa Bastoniego.
Dla Bodo/Glimt to historyczny sukces – po raz pierwszy w dziejach klub awansował do 1/8 finału Ligi Mistrzów. W kolejnej fazie zmierzy się ze Sportingiem Lizbona lub ponownie z Manchesterem City.