- Włoski futbol opłakuje Igora Prottiego, legendarnego napastnika, który w wieku 58 lat przegrał długą walkę z chorobą.
- Król strzelców Serie A z 1996 roku, dokonał niemożliwego, zdobywając koronę w barwach skromnego Bari, wyprzedzając największe gwiazdy ligi.
- Poznaj historię tej ikony, która z prowincji trafiła na szczyt i stała się symbolem Livorno, gdzie jego numer "10" został zastrzeżony na zawsze.
Przegrał walkę z rakiem. Rodzina przekazała tragiczną wiadomość
O śmierci Igora Prottiego poinformowała w nocy jego rodzina za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jak donoszą włoskie media, były piłkarz od dłuższego czasu toczył dramatyczną walkę z nowotworem jelita grubego. Choroba okazała się bezlitosna. Informacja o jego odejściu wstrząsnęła całymi Włochami, a kondolencje płyną z całego piłkarskiego świata. Kibice pamiętają go jako walecznego i niezwykle skutecznego napastnika, który nigdy nie odpuszczał na boisku. Tę samą determinację pokazywał w starciu z chorobą, jednak tym razem przeciwnik okazał się zbyt silny.
Zobacz też: Jan Tomaszewski nie wytrzymał. "Puknijcie się w głowę! Krew mnie zalewa!"
Król, który strącił z tronu legendy. Niezwykły sezon w Bari
Choć w swojej karierze reprezentował barwy takich klubów jak Lazio Rzym czy Napoli, to jego nazwisko na zawsze będzie kojarzone z sezonem 1995/96. Właśnie wtedy, grając dla skromnego AS Bari, dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe. Z dorobkiem 24 bramek sięgnął po tytuł króla strzelców (capocannoniere) Serie A, wyprzedzając największe gwiazdy tamtych lat. Tytułem musiał podzielić się z Giuseppe Signorim z Lazio, ale jego wyczyn, osiągnięty w drużynie walczącej o utrzymanie, przeszedł do historii jako jeden z najbardziej spektakularnych indywidualnych popisów w dziejach włoskiej ligi.
Zobacz też: Tej nocy rozegrał się największy dramat mundialu? To dla niego koniec, poleciały łzy
Legenda Livorno. Zastrzeżony numer "10" mówi wszystko
Jego serce na zawsze należało jednak do Livorno. To tam zaczynał i kończył swoją wspaniałą karierę. Po latach wrócił do klubu, gdy ten tułał się po trzeciej lidze, i poprowadził go w bajkowym stylu aż do Serie A. Jego oddanie i bramki sprawiły, że stał się dla kibiców kimś więcej niż tylko piłkarzem – był ikoną i symbolem odrodzenia. W dowód wdzięczności, po zakończeniu przez niego kariery w 2005 roku, klub zastrzegł jego numer "10". To największy hołd, jaki można oddać zawodnikowi, i dowód na to, jak wielką legendą Igor Protti stał się dla swojego ukochanego miasta.