Arek Milik doznał kontuzji na samym starcie sparingu z Ukrainą w czerwcu 2024 roku. Było jasne, że napastnika ominą kolejne mistrzostwa Europy, ale problemy ze zdrowiem ciągną się... do dziś. Seria poważnych urazów sprawiła, że wrócił dopiero w marcu, notując obiecujące wejścia z ławki w meczach z Sassuolo i Genoą. Problemy ze zdrowiem jednak szybko zyskały na aktualności.
ZOBACZ TEŻ: Dwóch tytanów chce Roberta Lewandowskiego! Kluby z tej samej półki co Barcelona
A więc... Gdy wydawało się, że najgorsze ma już za sobą, Milika dopadł pech — tym razem uraz mięśniowy, który wykluczy go z gry na kolejne cztery–pięć tygodni. W praktyce oznacza to dla niego koniec sezonu 2025/2026. W tych rozgrywkach zapamiętamy go tylko z jednego strzału głową (z Sassuolo) i błyskotliwej próby zaskoczenia bramkarza uderzeniem z połowy boiska (w starciu z Genoą).
Choć jego kontrakt z Juventusem obowiązuje jeszcze przez rok, coraz częściej mówi się, że klub może zdecydować się na wcześniejsze rozstanie z zawodnikiem.
Włoskie media zwracają też uwagę na koszty tej współpracy. Juventus zapłacił Olympiqowi Marsylia 8 milionów euro za transfer, a sam piłkarz w trakcie niemal czterech lat zarobił łącznie 16,1 miliona euro brutto.
ZOBACZ TEŻ: Kibice Romy znów zaatakowali Zalewskiego. Wszyscy mogli to zobaczyć
Biorąc pod uwagę, że Milik rozegrał 3214 minut w barwach „Starej Damy”, każda minuta jego gry kosztowała klub około 7500 euro. Jeszcze gorzej wygląda to w przeliczeniu na gole – jedno trafienie kosztowało Juventus blisko 1,5 miliona euro.