- Gianluca Pagliuca ocenia Piotra Zielińskiego jako kluczową postać Interu, która zyskała na zmianie pozycji pod wodzą Christiana Chivu.
- Zieliński, mimo początkowych wątpliwości, udowadnia swoją wszechstronność i może stać się ikoną Serie A.
- Inter, pomimo dominacji w lidze, zawiódł w Lidze Mistrzów, co budzi pytania o jego europejskie ambicje.
- Jakie są szanse Interu na podwójną koronę i co Pagliuca sądzi o braku Włoch i Polski na mundialu?
Gianluca Pagliuca: Zieliński to jedna z kluczowych postaci w Interze
"Super Express": - Jak ocenia pan grę polskiego pomocnika?
Gianluca Pagliuca: - Zieliński to jedna z kluczowych postaci w drużynie. Widać, jak wiele zyskał za kadencji Christiana Chivu. Jego poprzednik, Simone Inzaghi nie korzystał tak często z usług Polaka. Wszyscy znaliśmy i znamy walory Polaka, które pokazywał w barwach Napoli czy Empoli. Teraz Zieliński udowadnia, że może się stać jedną z najbardziej ikonicznych postaci Serie A na przestrzeni ostatnich lat. Najpierw w Napoli zapracował sobie na status legendy, a teraz w Interze może sięgnąć po dublet.
- Zgadza się pan z tym, że reprezentant Polski dużo zyskał dzięki zmianie pozycji?
- To prawda. Trener Chivu, nieco przymuszony kontuzjami, w pewnym momencie zaczął ustawiać Zielińskiego nieco niżej. Myślę, że była to nieco ryzykowna taktyka. Jednak okazało się, że Polak potrafi doskonale grać także w odbiorze, a jego walory techniczne pozwalają na szybkie wyprowadzanie akcji zaraz po przechwycie. To olbrzymi atut Zielińskiego.
W Interze niejeden bardzo dobry zawodnik nie radził sobie z presją
- Spodziewał się pan, że może być aż tak wszechstronny?
- Gdy przychodził do Interu z Napoli było sporo znaków zapytania. W Neapolu grał zdecydowanie wyżej. W Interze niejeden bardzo dobry zawodnik nie radził sobie z presją, silną rywalizacją. Jednak obawy te okazały się nieuzasadnione. To prawda, że Inter na przestrzeni ostatnich kilku lat jest zdecydowanie najlepszym klubem w Italii, który przy kryzysie Juventusu i Milanu co roku pozostaje dyżurnym faworytem do tytułu. Ubiegły rok był dla Interu wielkim rozczarowaniem, ponieważ przegrał na wszystkich frontach. W tym sezonie, przynajmniej na krajowym podwórku udało się im odzyskać dominację, chociaż ciągle cieniem kładzie się wynik dwumeczu z Bodo Glimt.
- To lato będzie dla Zielińskiego wyjątkowo spokojne, ponieważ Polska, podobnie jak Włochy mundial w USA zobaczą w telewizji.
- Jest to dla nas olbrzymie rozczarowanie. Grałem na mistrzostwach świata, w 1994 roku dotarłem do finału. Nie sądziłem, że doczekam czasu, kiedy włoska kadra trzy razy z rzędu nie pojawi się na mundialu. Przyczyn kryzysu jest wiele, w tym sezonie bardzo słabo spisały się także nasze drużyny w rozgrywkach o europejskie puchary.
Ali Lecha rozpalił, a Legię rozwalił. Kolejorz pędzi po tytuł!
Inter będzie mistrzem Włoch, bo ma najsilniejszy skład
- Inter jest o krok od odzyskania tytułu mistrza Włoch. Czy to pana zaskakuje?
- Nie, bo drużyna z Mediolanu ma najsilniejszy skład, jest najrówniejsza i traci mało punktów. Przed sezonem Inter był faworytem do mistrzostwa i ten cel osiągną. Nie wierzę, że w ostatnich spotkaniach będą w stanie roztrwonić tak dużą przewagę nad Napoli i Milanem.
- Inter jest także w finale rozgrywek o Puchar Włoch. Jak widzi pan szanse w starciu z Lazio?
- Będę mocno zdziwiony, jeżeli Inter nie sięgnie po podwójną koronę. Z drugiej strony to tylko jeden mecz. Przypadkowa bramka, czerwona kartka może zupełnie zmienić oblicze tego spotkania. Owszem Inter będzie faworytem, ale będzie jeszcze to musiał udowodnić na boisku. Jednocześnie Lazio w poprzednich latach dobrze radziło sobie w meczach finałowych. Rzymski klub nie ma szans na awans do Europy przez ligę, więc finał będzie miał dla nich kolosalne znaczenie.
- Potrafi pan wytłumaczyć, dlaczego Inter zawiódł w Lidze Mistrzów?
- Dominacja na krajowym podwórku to duża sprawa, ale już postawa w Lidze Mistrzów pozostawia sporo do życzenia. O ile jeszcze w fazie ligowej drużyna radziła sobie bardzo solidnie, to dwie porażki z Bodo Glimt miały wstydliwy charakter. To nie przystoi zespołowi, który przed rokiem był w finale, a teraz odpadł na tak wczesnym etapie.
Jonatan Braut Brunes postawił stempel. Wiking z Rakowa dobił Lechię