Klaudia Zwolińska szczerze o pokonaniu Świątek i Lewandowskiego. To dlatego została sportowcem roku

2026-03-05 10:28

Klaudia Zwolińska (27 l.) zdecydowała się na przygotowania do tego sezonu w Australii, gdzie w ubiegłym roku zdobyła dwa złote i jeden brązowy medal mistrzostw świata. Utytułowana kajakarka górska zdradza dlaczego zdecydowała się na tak daleki wyjazd oraz dlaczego nie brakowało jej tam tradycyjnych polskich pierogów i gołąbków. Wraca też w rozmowie z "Super Expressem" do Gali Mistrzów Sportu, na której została wybrana sportowcem roku.

Klaudia Zwolińska i jej partner

i

Autor: Piętka Mieszko/ AKPA
  • Klaudia Zwolińska, mistrzyni świata w kajakarstwie, wraca do Australii, by w spokoju przygotować się do kwalifikacji olimpijskich.
  • Wyjaśnia, że różnica czasu z Polską i znajomość australijskiego toru pozwalają jej skupić się na treningach i doskonalić technikę.
  • Przed nią intensywny sezon, w tym Mistrzostwa Świata w Oklahomie, gdzie będzie walczyć o kwalifikacje olimpijskie.
  • Jakie są jej ambitne cele na Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles i czy uda jej się ponownie zaskoczyć świat?

"Super Express": - Dlaczego zdecydowałaś się wrócić do Australii po pół roku od zdobycia mistrzostwa świata w slalomie C1 i K1 oraz brązowym medalu w crossie?

Klaudia Zwolińska: - Australia jest mi bardzo bliska. Mam w tym kraju wielu znajomych. Lubię wracać na Antypody ze względu na dużą różnicę czasu z Polską. Kiedy trenuję to nikt do mnie nie wydzwania i nie zawraca mi głowy, bo w Polsce jest wtedy noc. Dzięki temu mogę się skoncentrować na tym co najważniejsze. Trwa okres przygotowawczy do sezonu i skupiam się na kwalifikacjach olimpijskich. Dlatego wyjazd do Australii był trochę ucieczką, aby skoncentrować się na treningach. W Australii są do tego świetne warunki.

Przeczytaj także: Syn Karola Nawrockiego idzie w ślady ojca. Wujek dla "Super Expressu": "Antek to rekord świata!"

- Czy znajomość toru miała też wpływ na decyzję o tym wyjeździe?

- W slalomie każda impreza mistrzowska jest na innym torze i każda ma inną trasę. Oczywiście to super plus jeśli dobrze znamy tor, ale trasy są różne i poznajemy je w trakcie trwania zawodów. Lubię ten tor w Australii, bo mogę podciągnąć na nim swoje umiejętności techniczne. W tym roku mamy mistrzostwa świata w Oklahomie, gdzie w przyszłym roku ten obiekt będzie areną zmagań olimpijskich. Jeszcze nigdy tam nie byłam, a w tym roku spędzę tam jedynie 3-4 tygodnie przed MŚ. Więc jeśli znamy tor, to jest bardzo korzystne pod daną imprezę. Jednak jeśli chodzi o rozwój, to musimy poznawać inne tory, aby robić postępy techniczne. 

- Po powrocie z Australii nie zdążysz się nacieszyć zbyt długo pobytem w Polsce.

- Dwa tygodnie spędzę treningowo w domu i potem wyjeżdżam do Oklahomy na ponad trzy tygodnie. Ten czas chcę jak najlepiej wykorzystać, aby poznać ten tor, bo będzie wyjątkowo mało czasu przed mistrzostwami świata w lipcu. 

- Poznasz tor, na którym w przyszłym roku odbędzie się rywalizacja olimpijska. Czy cel na IO w Los Angeles to trzy medale?

- Oczywiście! Trzeba sobie podnosić poprzeczkę. Więc skoro zdobyłam na mistrzostwach świata trzy medale, to na IO muszę zdobyć trzy złote krążki - tak by wypadało. Przede mną jednak bardzo dużo pracy. Nie ma co się czarować, powtórzenie osiągnięcia z trzema medalami będzie bardzo ciężkie. To fajny impuls do ciągłego polepszania swoich umiejętności. Oczywiście nie mogę obiecać tych medali, ale to fajny cel. Przypominam, że już w tym roku są pierwsze kwalifikacje olimpijskie w trzech konkurencjach i trzeba do tego podejść bardzo dobrze taktycznie. Jeśli zapewnię sobie udział w jednej konkurencji, to mam prawo startu w każdej. Więc na pewno będzie to ciekawy sezon. 

- Opadły już emocje po wygraniu plebiscytu na najlepszego sportowca 2025 roku?

- Przed samym plebiscytem to był dla mnie bardzo trudny okres, ale już w trakcie konkursu zeszło całe ciśnienie. Po ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Australii, nałożyłam na siebie wiele pracy związanej z rozwojem i promocją naszej dyscypliny. Chciałam, aby jak najwięcej ludzi usłyszało o nas. Wspólnie z naszym związkiem sportowym włożyliśmy w to mnóstwo pracy. Całe środowisko kajakowe kosztowało to bardzo dużo. Po tym był czas, aby wrócić do treningu i regularności. Dlatego zdecydowaliśmy się na wyjazd do Australii, aby trochę uciec od tego zamieszania, które było w Polsce. Jednak bardzo się z tego cieszę i jesteśmy dumni, że udało się zrealizować to odległe marzenie. Teraz jako sportowiec roku mam dużo większe możliwości w rozwój tej dyscypliny w Polsce. 

- Jako wicemistrzyni olimpijska i podwójna mistrzyni świata czujesz na sobie presję związaną z rozwojem i promocją kajakarstwa górskiego w Polsce?

- Zdecydowanie tak, ale sama sobie nałożyłam tę presję. Tak naprawdę zrobiłam to już po ostatnich Igrzyskach Olimpijskich. Myślę, że będę to kontynuować, bo to pozwala mi się spełnić także życiowo. Uważam, że same medale nie wnoszę niczego w życie innych. Kiedy jednak się nimi dzielimy i robimy coś dobrego, to cieszymy się tymi medalami całą społecznością. One z kolei pozwoliły mi trochę rozwijać nasz sport. Jednak muszę podkreślić pracę medialną oraz pedagogiczna, bo w ramach mojego projektu jeździłam po szkołach i spotykałam się z dziećmi. Czuję na sobie tę odpowiedzialność, ale w każdej dyscyplinie jest sportowiec, który na swoich barkach niesie ciężar promocji. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, ponieważ mój związek jest duży i mamy dużo konkurencji kajakowych, a tym samym mamy wielu utytułowanych sportowców, którzy mogą mi pomóc. 

Przeczytaj także: Burza po Gali Mistrzów Sportu. Klaudia Zwolińska odpowiada krytykom! "Moja wygrana to symbol"

- Czy zdobywając tytuł sportowca roku miałaś dodatkową satysfakcję pokonując wielkich sportowców jak Iga Świątek i Robert Lewandowski?

- To nasze globalne gwiazdy i niesamowici sportowcy. Dlatego stanąć z nimi do rywalizacji było ogromnym wyzwaniem. Zdawałam sobie sprawę, że pokonanie ich jest mało realnym marzeniem i dlatego celowałam w pierwszą trójkę. Jednak zaowocowała wspólna praca, jaką wykonaliśmy przy promocji naszej dyscypliny. Bez tego byłoby to niemożliwe, bo wielu Polaków nie dowiedziałoby się nawet co udało się osiągnąć w ubiegłym roku. Wynik z mistrzostw świata bardzo ciężko z czymkolwiek porównać. Prezes naszego związku porównał to jakby zdobyć medal w skoku wzwyż, w skoku w dal i w rzucie młotem. Kajakowy cross to zupełnie inna konkurencja od reszty. My slalomiści jeszcze jakoś się w niej pokazujemy, ale będzie coraz trudniej, bo są zawodnicy, którzy się już w tym specjalizują. Wejść na taki poziom na imprezie tej rangi było bardzo ciężko. Mieliśmy powód do dumy, ale mało osób o tym słyszało. Z tego będziemy dumni przez najbliższe lata, ale ta praca się nie skończyła, bo mamy wiele planów i wiele projektów, jak z tym wszystkim „pocisnąć”. Mamy ogromny potencjał. Będziemy dążyli, aby przynajmniej raz w roku zorganizować fajną imprezę w Polsce, aby kibice mogli zobaczyć na żywo jak to wygląda. 

- Była okazja pozwiedzać Sydney?

- Jestem tu już któryś raz, więc często mam taką okazję. Jednak kiedy rozmawiam z Polakami, którzy mieszkają w Australii na stałe, to mówią mi, że jeszcze nic nie widziałam w tym kraju (śmiech). Na tym zgrupowaniu nie miałam na to czasu, bo musiałam nadrobić zaległości treningowe. 

- A lokalna kuchnia przypadła ci do gustu?

- Lubię bardzo słodycze, więc czasami pozwalam sobie na ciastko do kawy. Jednak powiem szczerze, że Polacy mieszkający tutaj na stałe bardzo o nas dbają i przywożą nam gołąbki, pierogi więc mamy polską kuchnię w Australii. 

Rozmawiał w Sydney Marcin Cholewiński

Znasz tych sportowców, którzy poszli w politykę? Sprawdź swoją pamięć w QUIZIE! Od 7 pytania zaczynają się schody
Pytanie 1 z 10
Były piłkarz reprezentacji Grzegorz Lato w latach 2001-2007 zasiadał w Senacie. Z ramienia której partii?
Pierwsza polska medalistka Klaudia Zwolińska: boje się, że jak się obudzę, to medal zniknie!
Super Sport SE Google News