- Libero Jakub Popiwczak był jednym z bohaterów Polaków w finałach Ligi Narodów.
- - W końcu mam też swoją cegiełkę w tej reprezentacji Polski - cieszył się po powrocie do kraju siatkarz, który przez lata był "tylko" zmiennikiem Pawła Zatorskiego.
- Teraz mocno przyczynił się do wielkiego zwycięstwa w horrorze z USA.
Jakub Popiwczak pęka z dumy po wygraniu Ligi Narodów siatkarzy. "Pamiętam, jak oglądałem chłopaków"
Jakub Popiwczak został pierwszym libero reprezentacji Polski po odejściu Pawła Zatorskiego. Ominęły go m.in. ostatnie igrzyska olimpijskie w Paryżu z pamiętnym półfinałem Polska - USA (3:2), do którego Biało-Czerwoni nawiązali pięciosetowym horrorem w finale Ligi Narodów. Popularny "Piwko" odegrał tym razem pierwszoplanową rolę i wreszcie może cieszyć się z pomnikowego zwycięstwa siatkarzy wraz z kolegami. Jego słowa w euforii zaraz po finale z USA szybko obiegły zresztą media.
Poruszenie po słowach Tomasza Fornala. Szybka reakcja ministerstwa! Koledzy w szoku
- Już trochę bardziej na chłodno możesz powiedzieć, że to był najważniejszy mecz w twojej karierze?
Jakub Popiwczak: - Myślę, że tak. Pamiętam, jak w 2018 roku oglądałem przed telewizorem mistrzostwa świata i mecz chłopaków z USA w półfinale [wygrany 3:2 - red.]. Pamiętam, jak oglądałem igrzyska olimpijskie i było mi mega smutno, że mnie tam nie ma. Jestem szczęśliwy, że w końcu mam taką swoją cegiełkę w tej reprezentacji Polski.
- Jesteś w stanie opisać, jakie emocje towarzyszyły ci w czasie tego finału z USA?
- Jestem bardzo dumny z tego, jak ta grupa wytrzymała, jak my to wszystko przetrwaliśmy. Mam wrażenie, że w fazie interkontynentalnej, zwłaszcza w tych meczach, w których grałem, nikt nas tak na poważnie nie sprawdził. Chociażby w ostatnim turnieju w USA naprawdę pewnie wygrywaliśmy wszystkie spotkania i nie mieliśmy noża na gardle. A tu w finałach było trochę problemów już w pierwszym meczu z Ukrainą, natomiast w finale z USA to już w ogóle było ciężko. Przeciwnik grał po prostu świetnie.
- Zawsze mówiło się, że to Amerykanie mają mental zwycięzcy, a wychodzi na to, że w siatkówce prześcignęliśmy ich pod tym względem.
- Możemy być z tego dumni, ale to nie tylko Amerykanie. W ostatnich latach cyklicznie potrafimy wygrywać z wieloma rywalami. Ostatnio rozmawialiśmy na przykład o Brazylii, która powoli może zacząć nabawiać się jakichś kompleksów (śmiech). Myślę, że to po prostu wynika z tego, że jesteśmy grupą wielu świetnych zawodników. Jak jeden nie ma swojego dnia, jak chociażby teraz z USA, to wejdzie inny i pomoże. Do tego trener Grbić trzyma nas na ziemi, każdy twardo stąpa po globie i każdego dnia daje z siebie maksa, żeby właśnie w takich momentach wytrzymywać i dowozić.
Polscy siatkarze wrócili po Lidze Narodów bez trenera. Co z Nikolą Grbiciem?
Rosjanie oficjalnie wracają do siatkówki. "To ciężki i smutny temat"
- Od przyszłego roku oficjalnie dojdzie nam rywal w postaci wracających Rosjan. Ale my po tych 4 latach bez Rosji chyba nie mamy się czego obawiać?
- Z jakąkolwiek drużyną na świecie nie gramy, każdą bardzo szanujemy. To jest też cecha naszej drużyny, że nie nosimy głowy wysoko i nie patrzymy na nikogo z góry. A jeśli chodzi o samych Rosjan, to wiadomo, że jest to bardzo delikatna sprawa. Ciężki temat, smutny temat. Natomiast my na koniec jesteśmy sportowcami, my po prostu wychodzimy i skupiamy się na tym, co na boisku. Od załatwiania tych spraw są inne osoby, które trochę wyżej zajmują się tym na co dzień i mam nadzieję, że one po prostu będą wykonywać swoją robotę jak najlepiej w tym zakresie.
- A jak zniosłeś tę szaloną podróż z Chin wydłużoną o 24 godziny?
- Czułem się zmęczony, ale szczęśliwy. To, co zrobiliśmy w finale, i jak zagraliśmy w tym turnieju, pozwoliło czuć się naprawdę wyśmienicie. Nawet jeśli z problemami i pewnymi przeszkodami, ważne że dotarliśmy do Polski. Rzeczy od nas niezależne nie pozwoliły nam wrócić na czas i wiadomo, że wszyscy woleliby być jak najszybciej. Ale zobaczyliśmy trochę świata, spędziliśmy trochę czasu w Pekinie. Jeszcze bardziej zacieśniliśmy więzi w tej grupie, choć każdy dzień wakacji i każda godzina wolnego jest naprawdę na wagę złota (śmiech).
- Kilku nowych chłopaków w tej grupie chyba nieźle się odnalazło?
- Co roku te drzwi do kadry są uchylone dla wszystkich. Trener nie boi się wpuścić trochę świeżego powietrza i myślę, że jest to nasza ogromna siła, bo jest już paru takich dziadersów jak ja, którzy za bardzo nie wiedzą, o czym oni gadają jak mówią o TikTokach czy youtuberach (śmiech). Ci młodzi trochę uczą nas tego, jak żyje się dziś w tym młodzieżowym świecie. Jest to super mieszanka i nie ma nikogo, kto by jakoś odstawał. Wszyscy są naprawdę ważną częścią tej grupy.
Rozmawiał i notował Kamil Heppen.
