- Polscy rajdowcy, Miko Marczyk i Szymon Gospodarczyk, dokonali historycznego wyczynu, triumfując w Rajdzie San Martino di Castrozza e Primiero we Włoszech.
- Ich zwycięstwo jest pierwszym od 48 lat dla załogi spoza Włoch, co czyni je wydarzeniem bezprecedensowym i kluczowym treningiem przed Mistrzostwami Europy.
- Odkryj, jak zmienne warunki pogodowe i odważna taktyka zapewniły im ten spektakularny sukces i co mówią o swoich planach na przyszłość.
Zmienne warunki i mądra taktyka
Rywalizacja w malowniczych górach Trydentu rozpoczęła się od trzeciego miejsca na piątkowym superoesie. Prawdziwe ściganie nadeszło jednak w sobotę, kiedy załoga ORLEN Team pokazała mistrzowską klasę. Polacy nie tylko prezentowali znakomite tempo na suchym asfalcie, ale również popisali się strategiczną jazdą, gdy pogoda gwałtownie się załamała. Nagła burza i deszcz nie pokrzyżowały im planów – wręcz przeciwnie, to właśnie w tych najtrudniejszych warunkach zbudowali swoją przewagę nad rywalami, która zapewniła im końcowy triumf.
Przeczytaj także: Klub chce zrezygnować z reprezentanta Polski? Najnowsze informacje
Polacy o zwycięstwie: „To był rollercoaster”
Dla polskiego duetu start we Włoszech był przede wszystkim sprawdzianem przed zbliżającym się Rajdem Rzymu. Zwycięstwo w tak ikonicznej imprezie to jednak powód do ogromnej satysfakcji.
- Kończymy Rajd San Martino di Castrozza e Primiero na pierwszym miejscu. Po południu góry pokazały swój charakter, mieliśmy burzę i deszcz. Rywalizacja była naprawdę skomplikowana. To były warunki, na które nie było odpowiednich opon – po prostu musieliśmy sobie poradzić. Uważam, że to był dobry trening przed Rajdem Rzymu. Mamy dobre ustawienia samochodu i dobry feeling – chcemy wykorzystać to za dwa tygodnie na trasach mistrzostw Europy - powiedział Miko Marczyk.
Zobacz też: MŚ 2026. Kto zdobył awans do fazy pucharowej turnieju?
Radości nie krył również pilot, który podkreślił, jak wielkim wyzwaniem były zmieniające się warunki i jak ważna była trafna decyzja dotycząca opon.
- Przed momentem wysłuchaliśmy na mecie Mazurka Dąbrowskiego – to zawsze dla nas wyjątkowy moment, który dodaje sił i motywacji. Na drugiej pętli mieliśmy już absolutny rollercoaster. Podczas serwisu lunął deszcz i nie mieliśmy pojęcia, jakie opony zabrać. Zabraliśmy opony deszczowe i ten wybór się sprawdził. Daliśmy sobie z tym radę i to właśnie tam, w najtrudniejszych warunkach, zbudowaliśmy przewagę, dzięki której wygraliśmy rajd – podsumował Szymon Gospodarczyk.