- Patryk Dudek, gwiazda żużla, otwarcie mówi o ewolucji sportu: od "rock'n'rollowej" młodości do obecnej profesjonalizacji.
- Zdradza, dlaczego silniki pochłaniają go i jak sprzęt zdominował umiejętności zawodników.
- Sprawdź, co sprawia, że dzisiejsze tory utrudniają wyprzedzanie, i co to oznacza dla przyszłości żużla!
"Kiedyś był rock'n'roll, dzisiaj profesjonalizm"
„Super Express”: - Drużynowy Puchar Świata zbliża się wielkimi krokami. Mam wrażenie, że dla polskiego sportowca występ w reprezentacji to coś bardzo ważnego.
Patryk Dudek: - Myślę, że jak w każdej dyscyplinie, gdy reprezentujesz Polskę, czujesz się wyróżniony. Wiesz, że jesteś w ścisłym gronie najlepszych zawodników w kraju, w moim przypadku w topowej szóstce żużlowców. Cieszę się, że utrzymuję się na tym poziomie od kilkunastu lat, a nie jest to jednorazowa sytuacja. To potwierdza, że moja forma jest stabilna.
Przeczytaj także: Polski kierowca w ekstremalnie niebezpiecznym wyścigu w chmurach! Maciej Serafin gotowy do piekielnie trudnej rywalizacji
- W 2017 roku jako debiutant zostałeś wicemistrzem świata. Byłeś wtedy młodym chłopakiem. Jak od tamtej pory zmienił się cykl Grand Prix i jak zmieniłeś się ty sam?
- Trochę się zmieniłem, stałem się bardziej profesjonalnym sportowcem. Nie wiem, czy to wyszło na dobre, bo wyniki nie zawsze są takie, jak powinny być książkowo. A wtedy, gdy byłem młodszy, było więcej rock'n'rolla i było ekstra. Ale to chyba młodość na to pozwalała i samopoczucie na następny dzień było lepsze. Teraz tak nie jest. W sporcie zawsze gonią cię młodzi zawodnicy. Gdy jesteś na szczycie, każdy chce ci dorównać. A w żużlu nie wszystko zależy od zawodnika, kluczowe jest dopasowanie sprzętu.
Zobacz też: Duda przed historyczną szansą! Mistrz świata rzucił mu wyzwanie, spotkają się w Warszawie!
- Czy to, że zostałeś ojcem, sprawiło, że trochę odpuszczasz na torze? W sportach motorowych często mówi się, że gdy pojawiają się dzieci, kierowcy jeżdżą wolniej.
- Gdybym tak myślał, musiałbym kończyć karierę, to nie miałoby sensu. W żużlu nie ma czasu na kalkulowanie. Oczywiście, są sytuacje, gdy musisz przymknąć gaz, żeby nie zrobić krzywdy sobie lub koledze, ale nie sądzę, by sportowiec za dużo myślał. Ułamki sekund uciekają i już popełniasz błąd. Trzeba działać instynktownie i odruchowo.
Tańczył breakdance, ale wybrał żużel
- Skąd wziął się u ciebie żużel? Pierwsza myśl to oczywiście tata, ale czy były też inne powody?
- Na żużlu zacząłem jeździć dosyć późno, bo w wieku 15 lat. Wcześniej próbowałem dosłownie każdego sportu. Była piłka nożna, siatkówka, koszykówka, ale tam co najwyżej mógłbym być rozgrywającym, a ja chciałem robić wsady (śmiech). Próbowałem lekkoatletyki, ale długie dystanse nie były dla mnie, a na krótkich byłem za wolny. Był też speedrower. O, i tańczyłem breakdance! Po prostu byłem dzieckiem, które lubiło się ruszać. W końcu spróbowałem żużla i tak już zostało.
Zobacz też: Historyczny sukces Polaka na MŚ! Kosmos. Pierwszy raz w historii snookera
- Wyczytałem, że jesteś prawdziwym freakiem, jeśli chodzi o silniki. Spędzasz z nimi więcej czasu niż z żoną?
- Na pewno. Cokolwiek byś nie robił, musisz się tym interesować i doskonalić, żeby przechytrzyć rywali. Trzeba znać swoje silniki i motocykle na tyle dobrze, żeby wiedzieć, co zrobić przed biegiem, by pojechać lepiej. Myślę, że w każdym sporcie tak jest – musisz tym żyć, żeby być lepszym od innych.
"Tory są łatwiejsze i ciężej się mija"
- Jak żużel rozwinął się przez te kilkanaście lat twojej kariery? Dziś ważniejsze są umiejętności zawodnika czy sprzęt?
- Gdy zaczynałem, umiejętności były bardzo ważne. Patrząc na dzisiejszą młodzież, mam wrażenie, że to sprzęt jest trochę ważniejszy, a dopiero potem umiejętności. Kiedy miałem 17-18 lat, wygrana z Tomaszem Gollobem to było coś nie do pomyślenia, bo przepaść sprzętowa była ogromna. Dziś młodzi zawodnicy mają ten sam sprzęt co my. Tory są, moim zdaniem, łatwiejsze, bardziej przewidywalne, nie potrzeba już tylu umiejętności, co kiedyś. Kiedyś na cięższym torze można było "zmęczyć" juniora, który wygrał start, wykorzystać jego błędy. Dziś tych błędów jest mniej, bo tory są równe, nie ma dziur. Przez to ciężej się mija zawodników i sport bardzo się wyrównał.
- Oglądasz piłkarski mundial?
- Moja kariera piłkarska, jeśli chodzi o zainteresowanie, skończyła się, odkąd przestałem grać w FIFĘ, czyli jakieś osiem lat temu. Po prostu nie miałem już czasu na granie na konsoli, a składy i zawodnicy strasznie mi się rozmyli. Nie mam pojęcia, co się dzieje w piłce. Liczę, że mistrzostwa będą dobrym widowiskiem i niech wygra najlepszy.
- Czego ci życzyć na resztę sezonu?
- Zawsze tego samego: cało i zdrowo przejechać sezon. To będzie spoko, bo upadki bolą.