Choć starcie miało toczyć się wyłącznie w stójce, Załęcki od początku narzucił agresywne tempo i szybko sprowadził rywala na matę. Podczas upadku Szachta nabawił się lekkiego urazu, ale po chwili przerwy był w stanie kontynuować walkę. – Gdybym nie wstał, to by mnie wygwizdali – mówił na gorąco po starciu.
Od pierwszych minut pojedynek nie układał się jednak po jego myśli – Szachta dwukrotnie trafiał na deski i był liczony przez sędziego.
Decydujący okazał się kolejny atak Załęckiego. Po jego ofensywie Szachta ponownie upadł i tym razem nie zdołał już wrócić do walki, co zakończyło pojedynek.
Jeszcze w klatce Denis Załęcki wyznał, że poczuł ból w kolanie i najprawdopodobniej doznał ciężkiej kontuzji. – Podobno nie jest zerwane [więzadło w kolanie], tylko naderwane poboczne. Jeśli jednak będzie zerwane, to nie wracam przez rok. Nie będą się ośmieszał dla pieniędzy – zadeklarował kilkadziesiąt minut po walce przed kamerą Kanału Sportowego.