- Tragiczne wydarzenie w słowackich Tatrach: Dwóch polskich snowboardzistów zginęło pod lawiną.
- Mimo doświadczenia i specjalistycznego sprzętu lawinowego, mężczyźni nie mieli szans w starciu z potężnym żywiołem.
- Ratownicy TOPR podkreślają ekstremalne warunki i strome zbocze, gdzie doszło do tragedii. Dowiedz się, co jeszcze zaważyło na ich losie.
Do tragicznego zdarzenia doszło w Mięguszowieckiej Dolinie w słowackiej części Tatr Wysokich. Dwóch Polaków, pasjonatów ekstremalnego snowboardu, zjeżdżało w bardzo wymagającym terenie, gdzie obowiązywał trzeci stopień zagrożenia lawinowego. Potężna masa śniegu ruszyła nagle, porywając obu mężczyzn. Niestety, mimo szybkiej akcji ratunkowej, ich życia nie udało się uratować.
Mimo profesjonalnego sprzętu, nie mieli szans
Jak informują ratownicy, snowboardziści byli świadomi ryzyka i doskonale przygotowani na wyprawę w trudnym terenie. Posiadali przy sobie tzw. lawinowe ABC, czyli detektory, sondy i łopatki, a także specjalistyczne plecaki wypornościowe, które w razie porwania przez lawinę mają za zadanie utrzymać człowieka na jej powierzchni. Niestety, w tym przypadku nawet najlepszy sprzęt okazał się bezsilny wobec potęgi żywiołu.
Przeczytaj także: Władimir Semirunnij zmienia nazwisko! Na jakie? "Chcę, żeby brzmiało bardziej polsko"
Na miejscu jako pierwsi pojawili się świadkowie zdarzenia. Jednego z mężczyzn udało im się szybko odkopać i natychmiast podjęli próbę reanimacji. Chwilę później akcję przejęli wezwani na miejsce słowaccy ratownicy górscy. Drugi ze snowboardzistów był całkowicie zasypany. Został zlokalizowany dopiero po wskazaniach detektora lawinowego. Mimo wysiłków ratowników, dla obu Polaków było już za późno.
TOPR ostrzega: Ekstremalnie strome zbocze
O skali trudności terenu, w którym doszło do tragedii, świadczą słowa polskiego ratownika TOPR. Wskazuje on, że zbocze było wyjątkowo niebezpieczne, a lawina, która zeszła, miała ogromne rozmiary.
- Ekstremalnie strome, tam było na pewno powyżej 40 stopni nachylenia, tam gdzie oni weszli w ten żleb. Ta lawina zeszła, zeszła, to duża lawina, tego śniegu widać, że było bardzo dużo. Wiemy tylko tyle, że oni byli przygotowani, wyposażeni byli dobrze, mieli ABC lawinowe, mieli plecaki wypornościowe. Byli przygotowani, no ale to niestety, czasem gdzieś ten sprzęt może zawieść, niestety zginęli pod lawiną - ocenia Bartek Gąsienica-Józkowy, ratownik TOPR.
Zobacz też: Polki rozpętały burzę na igrzyskach. Minister zareagował, a Boniek grzmi! Słusznie?
Ta tragedia jest tragicznym przypomnieniem, że góry, zwłaszcza zimą, są nieprzewidywalne. Nawet największe doświadczenie i najnowocześniejszy sprzęt nie zawsze są w stanie zapewnić pełne bezpieczeństwo w starciu z siłami natury.