W niedzielę 11 stycznia 2026 roku Kamil Stoch oddał ostatni skok w Pucharze Świata na ukochanej skoczni w Zakopanem. Wygrywał na niej pięciokrotnie (2011, 2012, 2015, 2017, 2020), ale tym razem był daleko od mistrzowskiej formy. Nie przeszkadzało to jednak kibicom, którzy w komplecie stawili się na niedzielnym konkursie indywidualnym, aby pożegnać mistrza. Po tym sezonie 38-latek zakończy karierę, a w pożegnalnym konkursie na Wielkiej Krokwi zajął 42. miejsce. Nie wynik był jednak tym razem najważniejszy, co było widać także po Stochu.
Kamil Stoch pocieszany przez żonę. Popłakał się po ostatnim skoku w Zakopanem. Wzruszający obrazek
Burza po pożegnaniu Kamila Stocha w Zakopanem
Po kiepskim skoku na 119,5 metra trzykrotny mistrz olimpijski był pogodzony z faktem, że nie będzie już drugiej próby. Od razu po wylądowaniu podniósł rękę i machał kibicom, dziękując im za wszystkie lata wsparcia. Gdy tylko wyświetlił się słaby wynik, raz jeszcze pozdrowił kibiców i ukłonił się im w podzięce. Chwilę później był już cały we łzach, a na pocieszenie ruszyła jego żona, Ewa Bilan-Stoch. Te wzruszające chwile zostały uwiecznione przez Polski Związek Narciarski - i wszystko pięknie, tyle że w tle leciała zupełnie niepasująca piosenka zespołu "Łydka Grubasa".
Zażenowani kibice natychmiast zwrócili na to uwagę w mediach społecznościowych. Zresztą nie tylko oni.
"Jeszcze słowo. Na weselach pierwszy ruszam do „Rapapara” Łydki Grubasa, ale... Mistrz tonie w objęciach żony zalany łzami. Z łamiącym się głosem pojawia się przed kamerami. A w tle tych scen opowiastka, że ryjem jak kopara odkopała chłopu Stara. Kurtyna" - napisał na portalu X Dominik Formela ze Skijumping.pl.
Zapłakany Kamil Stoch po ostatnim skoku w Zakopanem. "Byłem do niczego"
Adam Małysz bez ogródek. "Nie było to ładne"
Podobnych wpisów były setki, jeśli nie tysiące. Niefortunnie wyszła też oficjalna ceremonia po konkursie z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego, a zastanawiający ponownie był wybór piosenki przez prowadzących z grupy Crowd Supporters. O komentarz do sprawy zapytano Adama Małysza, prezesa Polskiego Związku Narciarskiego.
- Nie my organizowaliśmy pożegnanie. Rozmawialiśmy z Kamilem i jego menedżerem, wszyscy wiemy, że jest środek sezonu, więc nie czas się żegnać. My podziękowaliśmy Kamilowi za Zakopane - zaznaczył legendarny "Orzeł z Wisły" w rozmowie z Kamilem Wolnickim z "Przeglądu Sportowego Onet".
Jemu również nie podobało się to, jak prowadzący poprowadzili ceremonię.
- Z tego, co wiem, to na skoczni wszystko wydarzyło się inaczej, niż planowano. Weźmy choćby oprawę. Słyszałem, że przygotowano najważniejsze momenty Kamila w Zakopanem, a nikt tego nie pokazał. Za to prowadzący zawody uznali, że zrobią show po swojemu, nie puścili przygotowanych rzeczy, a przygotowaną przez siebie piosenkę, niby specjalnie dla Kamila. Bądźmy szczerzy, to nie było ładne z ich strony - przyznał Małysz.
Był to ostatni konkurs Stocha w Pucharze Świata na polskiej ziemi, ale przed nim jeszcze ponad dwa miesiące startów. Ten ostatni ma mieć miejsce 29 marca w Planicy. Mówi się, że oficjalne pożegnanie trzykrotnego mistrza olimpijskiego ma się odbyć już po sezonie, latem, ale szczegóły ma ogłosić sam skoczek.