Niepokojące sceny rozegrały się w końcówce pierwszej serii konkursu drużynowego na obiekcie w Oberstdorfie w ramach MŚ w lotach. Siedzący na belce startowej Marius Lindvik został nagle zaskoczony, gdy... z góry spadły w jego kierunku narty Domena Prevca.
Norweski skoczek wykazał się znakomitym refleksem i w ostatniej chwili zdołał zachować równowagę, dzięki czemu uniknął groźnego upadku.
W odpowiedzi na incydent organizatorzy niezwłocznie zdecydowali się przerwać zawody.
ZOBACZ TEŻ: Maciej Kot odstrzelony przez Maciusiaka. Dziennikarz TVN nie wytrzymał! Dosadny wpis
Po kilku minutach oczekiwania na komunikat – okazało się, że Domen Prevc nie skoczy w pierwszej serii. I choć próbowano szybko dostarczyć narty na górę, to nie miało to już żadnego znaczenia. Słowenia została pozbawiona czwartej próby podczas pierwszej serii zawodów drużynowych.
Reporter TVN i Eurosportu Mateusz Kędzierski poinformował, że Prevc nie zabezpieczył nart podczas kontroli kombinezonu. Osobiście ich nie strącił w dół rozbiegu skoczni, ale w teorii okazał się winny całego zamieszania...
W związku z zaistniałą, niezwykle niecodzienną, sytuacją słoweński zespół postanowił "oprotestować" dyskwalifikację Domena Prevca, uważając go za niewinnego upadku nart wzdłuż skoczni.
Słoweńcy z początku nawet wycofali się z drugiej serii, ale ostatecznie przystąpili do rywalizacji.