Na papierze Maciej Kot jest czwartym najlepszym polskim skoczkiem w Pucharze Świata - po Kacprze Tomasiaku, Kamilu Stochu i Piotrze Żyle. Ten ostatni po niezłym początku sezonu wpadł w dołek w trakcie Turnieju Czterech Skoczni i już wtedy tak naprawdę wypisał się z walki o miejsce w składzie na igrzyska olimpijskie. Wydawało się, że ta toczy się głównie między Kotem a Dawidem Kubackim. Wracający do formy 34-latek wskoczył do składu na PŚ dopiero w Wiśle i od tamtej pory nie opuścił żadnych zawodów. W tym czasie zgromadził więcej punktów PŚ zarówno od Kubackiego, jak i powołanego ostatecznie na ZIO Pawła Wąska. A oficjalne ogłoszenie bolesnej decyzji Macieja Maciusiaka zbiegło się w czasie ze startem mistrzostw świata w lotach narciarskich, które okazały się kolejnym ciosem dla Kota.
Maciusiak skreślił Kota z IO i MŚ w lotach. Dziennikarz TVN komentuje
Najpierw drużynowy mistrz świata z Lahti (2017) przegrał rywalizację o miejsce w 4-osobowym składzie na zawody indywidualne. W nich tylko znany z umiejętności latania Piotr Żyła zmieścił się w "30" i wziął udział we wszystkich czterech seriach. Pozostali Polacy - Aleksander Zniszczoł, Kamil Stoch i Dawid Kubacki - odpadli już po pierwszej serii. Tak źle na MŚ w lotach nie było od 2012 roku i wydawało się, że w obliczu słabiutkiej formy Biało-Czerwonych Kot otrzyma swoją szansę w Oberstdorfie przynajmniej w niedzielnym konkursie drużynowym. Tak się jednak nie stanie, mimo że z tego względu 34-latek nie startował w piątek i sobotę w roli przedskoczka. Taka forma treningu oznaczałaby automatyczne wykluczenie z udziału w drużynówce.
"Mega szkoda mi Maćka Kota. To bardzo demotywujące. Nie wiem, o co chodzi, ale chyba nie o jego formę, jej brak, czy aktualną dyspozycję. Miał nie skakać teraz jako przedskoczek, bo drużynówka. I? Zostaje w hotelu. Hmmmm, o co chodzi?" - zareagował na decyzję trenera Sebastian Szczęsny z TVN.
Maciej Maciusiak podał kadrę na MŚ w lotach! Skreślony skoczek nie gryzł się w język. „Do du*y”
Pod wpisem dziennikarza wielu kibiców zwracało uwagę na fakt, że Kot formalnie jest zawodnikiem kadry B, w przeciwieństwie do Kubackiego, Wąska, Zniszczoła i Żyły, za których bezpośrednio w kadrze A odpowiada Maciusiak. Sam skoczek przyjmuje jednak decyzje trenera ze zrozumieniem.
- Nie mam sobie nic do zarzucenia pod względem wykonania pracy i walki. Do końca walczyłem jak równy z równym i nie złożyłem broni. Wyszedłem z tej potyczki z twarzą, natomiast mam poczucie, że nie dałem odpowiedniej ilości argumentów. Część ludzi patrzy na to z perspektywy udanych startów, ale ja patrzę na te niewykorzystane okazje. Były konkursy, gdzie nie wchodziłem do drugiej serii. Było blisko, ale czegoś brakowało, żeby punktować. Nie dałem tylu mocnych argumentów, żeby być pewną częścią tego składu - mówił Kot w rozmowie ze Skijumping.pl.
