Po Kacprze Tomasiaku w końcu doczekaliśmy się drugiego medalu olimpijskiego na tych igrzyskach. Typowany do jednego z medalistów Władimir Semirunnij spełnił pokładane w nim oczekiwania. Mówił jednak, że ten medal zdobył w dużych bólach. – Było ciężko, zresztą widzieliśmy. Ciężki jest tutaj ten lód. Przez ostatnie siedem rund jazdy bardzo bolała mnie głowa – wyznał panczenista.
Co ten medal dla niego oznacza? – Że jestem na dobrej drodze - odpowiedział, czekając jeszcze na pozostałych konkurentów. Jechał w trzecie parze, po nim mogło wydarzyć się jeszcze wiele, bowiem w sumie jechał na starcie pojawiło się 13 zawodników. Mówi, że jechał czasem aż za szybko. – Trzymałem tempo, jechałem swoje, tempo 2:08 na kilometr to już była przesada. Ale musiałem tak jechać – tłumaczył.
ZOBACZ TEŻ: Igrzyska 2026. Władimir Semirunnij wicemistrzem olimpijskim! Ogromny sukces panczenisty
Na mediolańskiej hali było wielu polskich kibiców, nie było jego rodziców, którzy nie zdążyli zorganizować wizy do Włoch, była za to dziewczyna. Zobaczył się z nią... dopiero po starcie. – Słyszałem wrzawę polskich kibiców. To naprawdę super, niektórzy przyjechali specjalnie dla mnie, zobaczyć to wszystko. Jest moja dziewczyna, dziękuję jej za wsparcie. Zrozumiała, że nie widziała się ze mną przed startem, a przyjechała wczoraj. Wiedziała, jak bardzo jestem nastawiony na swój bieg – dodał.
Czy był kryzys? – Miałem go po 15 rundach – potwierdził. Pokonał go za sprawą Rusłana Zacharowa, mistrza olimpijskiego w short tracku. - Po prostu chciałem, żeby wstawać lewą, stawiać prawą, trzymać rytm, po prostu walczyć. Walczyłem sam ze sobą – wyjaśnił, dodając, że nie miał bezsennej przed wyścigiem. – Dobrze spałem, osiem godzin snu, wyspałem się. Jechało mi się dobrze i spało dobrze, jak zwykle przed zawodami. Byłem nakręcony przed samym startem.
Na tym medalu nie muszą się skończyć szanse na olimpijski krążek w wykonaniu Polaków. Transmisje z igrzysk olimpijskich Mediolan Cortina w Eurosporcie i HBO Max