- Kim Kardashian i Lewis Hamilton spędzili romantyczny weekend w luksusowej posiadłości w Wielkiej Brytanii.
- Brytyjskie media donoszą o szczegółach pobytu, który odbył się w największej tajemnicy, z dala od ciekawskich spojrzeń.
- Prywatny odrzutowiec, helikopter i spa na wyłączność – czy to początek nowego romansu w świecie show-biznesu?
Trójka biało-czerwonych z szansami na medal
Zbigniew Bródka nie ma wątpliwości, że Polskę stać na przełamanie medalowej posuchy. Wskazuje troje zawodników, którzy mają realne szanse na walkę o podium. Jego zdaniem największe nadzieje można wiązać ze sprinterami, choć to właśnie w ich konkurencjach presja jest największa.
- Na pewno faworytami są nasi sprinterzy. Pamiętajmy jednak, że w ich przypadku każdy błąd może skutkować spadkiem nawet poza „dziesiątkę” - wskazuje Bródka w rozmowie z PAP.
Przeczytaj także: To nasza największa nadzieja na medal igrzysk olimpijskich. Kapitalna forma Damiana Żurka, pobił kolejny rekord
Na jego liście faworytów znajduje się przede wszystkim Damian Żurek, który regularnie potwierdzał znakomitą dyspozycję w zawodach Pucharu Świata. Obok niego wymienia także Kaję Ziomek-Nogal. Bródka widzi również kandydata do medalu w biegach długich, gdzie margines błędu jest nieco większy. Tą osobą ma być Władimir Semirunnij.
- W biegach długich jest więcej czasu, aby nadrobić błąd, dlatego Władek ma teoretycznie większe szanse, jeżeli formę dotrzyma do igrzysk i wytrzyma ogromną presję startu na tak wielkiej imprezie - analizuje były panczenista.
Niewiadoma w Mediolanie i klucz do sukcesu
Choć Bródka jest spokojny o przygotowanie fizyczne Polaków, zwraca uwagę na czynnik, który może okazać się kluczowy – lód na torze w Mediolanie. Mistrz olimpijski osobiście dokonał rekonesansu obiektu i jego zdaniem nawierzchnia nie będzie należeć do najszybszych.
- Doskonale pamiętam sytuację z Soczi, gdzie w ciągu dwóch tygodni nawierzchnia lodu potrafiła zmieniać się diametralnie, co miało wpływ na taktykę, zwłaszcza na długich dystansach. Podobna sytuacja może wystąpić w Mediolanie - wspomina.
Zobacz też: To ona będzie chorążym Polski na igrzyskach olimpijskich. Kim jest Natalia Czerwonka?
Dlatego, jego zdaniem, kluczowa okaże się sfera mentalna. Przywołuje swój własny przykład z Soczi, gdzie czuł się perfekcyjnie przygotowany nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.
- Byłem wtedy w takiej formie, że nawet gdybym miał ścigać się po asfalcie, to też zdobyłbym to złoto. Chciałbym, żeby do Mediolanu właśnie z takim nastawieniem jechali polscy panczeniści - powiedział PAP Bródka.
STATYSTYKA, KTÓRA DAJE DO MYŚLENIA
Zbigniew Bródka, doceniając z perspektywy czasu wagę swojego sukcesu, przytoczył obrazowe porównanie, które doskonale pokazuje skalę olimpijskiego wyzwania.
- Kiedyś słyszałem o takich statystykach, z których wynikało, że większe jest prawdopodobieństwo ugryzienia przez rekina niż zdobycie złotego medalu na igrzyskach. Jednak każdą szansę trzeba wykorzystać i na to liczę - podsumował Bródka.
To porównanie nie ma na celu zniechęcać, a jedynie podkreślić, jak monumentalnym osiągnięciem jest olimpijskie złoto i jak bardzo należy doceniać każdego, kto jest w stanie o nie walczyć.
Potrzebny sukces, ale brakuje trenerów
Sukces na igrzyskach jest niezbędny do popularyzacji dyscypliny. Bródka przyznaje, że warunki do treningu są dziś nieporównywalnie lepsze, a tor w Tomaszowie Mazowieckim, z którego pochodzi Damian Żurek, jest tego najlepszym przykładem. Wciąż jednak brakuje kolejnych obiektów, m.in. w Zakopanem.
Jednak największym problemem polskiego łyżwiarstwa, zdaniem mistrza, nie jest infrastruktura, a kadry. Chodzi o utrzymanie dobrych trenerów i instruktorów w klubach, którzy często rezygnują z pracy z powodu niskich zarobków.
- Dziś ciężko jest zatrzymać dobrych trenerów w klubach i to jest duży problem łyżwiarstwa szybkiego – ocenił Zbigniew Bródka.