Sochan pokonał Lakersów
W nocy ze środy na czwartek czasu polskiego Spurs pokonali Lakers 107:91, kończąc serię trzech zwycięstw zespołu LeBrona Jamesa, Luki Doncicia i spółki. Przez długi czas spotkanie było bardzo wyrównane – „Ostrogi” minimalnie wygrały dwie pierwsze kwarty, mając pięciopunktową przewagę do przerwy. W drugiej połowie zaczęli jednak odskakiwać rywalom; po trzeciej kwarcie prowadzili już 11 punktami, a ostatecznie triumfowali różnicą 16.
Był to mecz pełen pudłowanych rzutów za trzy. Lakers trafili tylko 9 z 39 prób, a Spurs wypadli jeszcze gorzej – 4 na 25. Warto jednak zaznaczyć, że dwie z tych celnych „trójek” zdobył Jeremy Sochan.
Tym razem Polak spędził na parkiecie 11 minut decyzją trenera Mitcha Johnsona. To mniej niż dwa dni wcześniej (wtedy grał 16 minut), ale wciąż wyraźny postęp w porównaniu z okresem od 27 grudnia do 5 stycznia, kiedy niemal nie podnosił się z ławki rezerwowych. W statystykach zapisał jedną asystę, nie notując ani jednej zbiórki.
Po zakończeniu spotkania Sochan wdawał się w prowokacyjną wymianę zdań z Vanderbiltem. Zawodnicy stali bardzo blisko siebie, aż w pewnym momencie Amerykanin stracił panowanie nad sobą i dotknął twarzy Polaka. Sytuacja natychmiast wywołała reakcję otoczenia. Sam Sochan pozostawał jednak w dobrym humorze, z uśmiechem "traktował" całą sytuację.
Julian Champagnie odepchnął Vanderbilta, który mimo to próbował dalej wdawać się w dyskusję, będąc jednocześnie powstrzymywanym przez sędziego i jednego z kolegów z drużyny. Po kilkudziesięciu sekundach opuścił parkiet w samotności. Jego niechęć do Sochana jest wyraźna – to już kolejny ich konflikt, po tym z marca 2025 roku.