Jan Tomaszewski po 52 latach wciąż ma pretensje o tego gola! "Gdybym tylko tam stał, obroniłbym to!"

2026-06-13 9:00

Mijają 52 lata od legendarnego "meczu na wodzie" z RFN, a Jan Tomaszewski wciąż ma do siebie pretensje o strzał Gerda Müllera. W szczerej rozmowie bohater z Wembley wraca do tamtych dramatycznych chwil, analizuje błąd, który mógł kosztować Polskę finał mistrzostw świata i zdradza, co myśli o "diable futbolowym", który go wtedy pokonał. To wspomnienie, które boli do dziś.

  • Jan Tomaszewski, legendarny bohater z Wembley, po 52 latach wciąż wraca do słynnego "meczu na wodzie", ujawniając niezagojone rany i ból po utraconej szansie.
  • Bramkarz bezkompromisowo analizuje swój kluczowy błąd z 1974 roku, który mógł kosztować Polskę finał mundialu, i przyznaje, że "diabeł futbolowy" wykorzystał jego pozycję.
  • Odkryj, co dokładnie wydarzyło się na nasiąkniętym wodą boisku i dlaczego Tomaszewski do dziś ma do siebie pretensje o strzał Gerda Müllera.

Koszmar "meczu na wodzie". Tomaszewski o swoim błędzie

Choć od półfinału mistrzostw świata w 1974 roku minęło ponad pół wieku, dla Jana Tomaszewskiego pewne rany wciąż się nie zabliźniły. Chodzi o jedną, jedyną bramkę, którą w legendarnym "meczu na wodzie" we Frankfurcie strzelił Gerd Müller. Ten gol pozbawił Orłów Górskiego szansy na grę w wielkim finale. Zapytany po latach, czy mógł obronić tamten strzał, Tomaszewski bez wahania przyznaje, że do dziś ma do siebie żal.

- Ależ naturalnie, że tak. Zawsze jest szansa, każdą bramkę można obronić. Mam do siebie o to pretensje - wyznaje legendarny bramkarz.

Przeczytaj także: Jan Tomaszewski masakruje Neymara przed MŚ! Wskazuje faworytów mundialu, zaskakująca opinia

Bohater z Wembley szczegółowo analizuje tamtą sytuację. Wspomina, że boisko było tak nasiąknięte wodą, że przypominało basen, a piłka zatrzymywała się w kałużach. Müller, którego nazywa "diabłem futbolowym", dostał piłkę na jedenastym metrze.

- Ja stałem przy prawym słupku. Normalnie przesunąłem się w stronę nieosłoniętej części bramki, jak zrobiłby to każdy bramkarz na świecie. A ten skubaniec tylko na to czekał i strzelił tam, gdzie przed sekundą stałem. Każdy może teraz powiedzieć: "widzisz frajerze, gdybyś stał, to byś to obronił" - mówi z goryczą Tomaszewski. - Zabrakło mi powiedzmy jednego numeru buta, żebym tę piłkę obronił - dodaje.

Tajemnica sukcesu Orłów Górskiego

Mimo bolesnego wspomnienia z Frankfurtu, Jan Tomaszewski podkreśla, że drużyna z 1974 roku była fenomenem. Jego zdaniem, kluczem do sukcesu była jedna osoba – trener Kazimierz Górski.

- Trafiłem na pana Kazimierza Górskiego, który z nas, zawodników utalentowanych, stworzył światowej klasy zespół. Powtarzam, światowej klasy zespół! - uważa Tomaszewski.

Zobacz też: Donald Trump podjął nagłą decyzję w sprawie mundialu. To już nieodwołalne

Przełomowym momentem był słynny remis 1:1 na Wembley, który dał Polakom awans na mundial. To właśnie wtedy, w "paszczy lwa", narodziła się drużyna, która przestała bać się kogokolwiek.

- Po Wembley wszyscy mówiliśmy, że skoro zremisowaliśmy tam, to mamy prawo nie obawiać się żadnej drużyny na świecie. A mecz z Włochami na mistrzostwach, wygrany 2:1, postawił kropkę nad "i". Pokonaliśmy ekipę pełną gwiazd, która nie przegrała od tysiąca minut. Właśnie wtedy pokazaliśmy, że grając nawet o nic, jesteśmy potęgą - wspomina z dumą bohater tamtych lat.

Jan Tomaszewski ujawnia tajemnice reprezentacji Polski i Orłów Górskiego [KIEDYŚ TO BYŁO]
QUIZ. Polska na mundialach. Od Górskiego do Michniewicza. Sukcesy i blamaże
Pytanie 1 z 24
Które miejsce na mundialu w 1974 roku zajęła Polska?