- Jan Tomaszewski, legendarny bohater z Wembley, po 52 latach wciąż wraca do słynnego "meczu na wodzie", ujawniając niezagojone rany i ból po utraconej szansie.
- Bramkarz bezkompromisowo analizuje swój kluczowy błąd z 1974 roku, który mógł kosztować Polskę finał mundialu, i przyznaje, że "diabeł futbolowy" wykorzystał jego pozycję.
- Odkryj, co dokładnie wydarzyło się na nasiąkniętym wodą boisku i dlaczego Tomaszewski do dziś ma do siebie pretensje o strzał Gerda Müllera.
Koszmar "meczu na wodzie". Tomaszewski o swoim błędzie
Choć od półfinału mistrzostw świata w 1974 roku minęło ponad pół wieku, dla Jana Tomaszewskiego pewne rany wciąż się nie zabliźniły. Chodzi o jedną, jedyną bramkę, którą w legendarnym "meczu na wodzie" we Frankfurcie strzelił Gerd Müller. Ten gol pozbawił Orłów Górskiego szansy na grę w wielkim finale. Zapytany po latach, czy mógł obronić tamten strzał, Tomaszewski bez wahania przyznaje, że do dziś ma do siebie żal.
- Ależ naturalnie, że tak. Zawsze jest szansa, każdą bramkę można obronić. Mam do siebie o to pretensje - wyznaje legendarny bramkarz.
Przeczytaj także: Jan Tomaszewski masakruje Neymara przed MŚ! Wskazuje faworytów mundialu, zaskakująca opinia
Bohater z Wembley szczegółowo analizuje tamtą sytuację. Wspomina, że boisko było tak nasiąknięte wodą, że przypominało basen, a piłka zatrzymywała się w kałużach. Müller, którego nazywa "diabłem futbolowym", dostał piłkę na jedenastym metrze.
- Ja stałem przy prawym słupku. Normalnie przesunąłem się w stronę nieosłoniętej części bramki, jak zrobiłby to każdy bramkarz na świecie. A ten skubaniec tylko na to czekał i strzelił tam, gdzie przed sekundą stałem. Każdy może teraz powiedzieć: "widzisz frajerze, gdybyś stał, to byś to obronił" - mówi z goryczą Tomaszewski. - Zabrakło mi powiedzmy jednego numeru buta, żebym tę piłkę obronił - dodaje.
Tajemnica sukcesu Orłów Górskiego
Mimo bolesnego wspomnienia z Frankfurtu, Jan Tomaszewski podkreśla, że drużyna z 1974 roku była fenomenem. Jego zdaniem, kluczem do sukcesu była jedna osoba – trener Kazimierz Górski.
- Trafiłem na pana Kazimierza Górskiego, który z nas, zawodników utalentowanych, stworzył światowej klasy zespół. Powtarzam, światowej klasy zespół! - uważa Tomaszewski.
Zobacz też: Donald Trump podjął nagłą decyzję w sprawie mundialu. To już nieodwołalne
Przełomowym momentem był słynny remis 1:1 na Wembley, który dał Polakom awans na mundial. To właśnie wtedy, w "paszczy lwa", narodziła się drużyna, która przestała bać się kogokolwiek.
- Po Wembley wszyscy mówiliśmy, że skoro zremisowaliśmy tam, to mamy prawo nie obawiać się żadnej drużyny na świecie. A mecz z Włochami na mistrzostwach, wygrany 2:1, postawił kropkę nad "i". Pokonaliśmy ekipę pełną gwiazd, która nie przegrała od tysiąca minut. Właśnie wtedy pokazaliśmy, że grając nawet o nic, jesteśmy potęgą - wspomina z dumą bohater tamtych lat.