- Jan Tomaszewski, legenda bramki, z żalem komentuje brak Polski na mundialu, lecz bezkompromisowo analizuje szanse pozostałych drużyn.
- Bezlitośnie ocenia faworytów, ostro krytykując Neymara, jednocześnie wskazując zaskakującego "czarnego konia" turnieju.
- Sprawdź, dlaczego Tomaszewski porównuje Norwegię z Haalandem do Polski '74 i poznaj jego kontrowersyjne prognozy na Mistrzostwa Świata!
Faworyci? Legenda stawia warunki
Choć mundial startuje bez Biało-Czerwonych, co Jan Tomaszewski kwituje krótko, że "serducho boli na 10", to emocji z pewnością nie zabraknie. Legendarny bramkarz podzielił turniej na dwie części i ostrzega, że prawdziwe granie zacznie się dopiero po fazie grupowej.
- Prawdziwe mistrzostwa świata rozpoczną się od jednej szesnastej finału, kiedy będzie już system pucharowy. Tam już nie będzie zmiłuj się - analizuje Tomaszewski.
Zobacz też: Donald Trump podjął nagłą decyzję w sprawie mundialu. To już nieodwołalne
Kto ma największe szanse na tytuł? Zdaniem byłego reprezentanta Polski, w gronie faworytów są Argentyna i Brazylia, ale obie drużyny mają swoje problemy.
- Argentyna, ale pod jednym warunkiem: jak będzie grał Leo Messi. On jest potrzebny temu zespołowi. Co do Brazylii, to wierzyłem, że Carlo Ancelotti poprowadzi tę drużynę wysoko. Ale zwątpiłem, kiedy dowiedziałem się, że Neymar został powołany na życzenie kibiców. Podobno nie wiadomo czy zagra, bo miał rezonans nogi jakiś. Rezonans to mu potrzebny, ale głowy - ironizuje Tomaszewski, dodając, że obecność gwiazdora może zasiać w zespole wątpliwości.
Wśród europejskich potęg wymienia Hiszpanię, Francję i Niemcy. Zwraca jednak uwagę, że kluczowa będzie świeżość zawodników Barcelony, forma Kyliana Mbappe oraz geniusz trenera Juliana Nagelsmanna, którego nazywa "najmocniejszym zawodnikiem" Niemców.
Norwegia czarnym koniem? "Przypominają Polskę z 74 roku"
Jan Tomaszewski ma również swojego sensacyjnego kandydata do medalu. Jego zdaniem, niespodziankę może sprawić Norwegia z Erlingiem Haalandem na czele.
- Dla mnie czarnym koniem jest Norwegia. Mając takiego diabła futbolowego, czyli Haalanda, bo inaczej go nie można określić, mogą zajść daleko. On potrafi strzelić każdej defensywie na świecie jedną, dwie bramki. Oni naprawdę przypominają mi Polskę z 1974 roku - uważa Tomaszewski.
Zobacz też: Ukraina zakończy współpracę z Polską i wybierze Niemcy?! W tle konflikt o UPA
Legenda podkreśla, że w przeciwieństwie do reprezentacji Polski, która nie potrafiła wykorzystać potencjału Roberta Lewandowskiego, Norwegowie całą grę opierają na swojej gwieździe – Erlingu Haalandzie.