Wisła nie pojawiła się na stadionie, co teoretycznie może skutkować walkowerem. Klub tłumaczy jednak swoją decyzję tym, że władze Śląska nie zgodziły się na wpuszczenie kibiców drużyny gości.
Królewski w rozmowie na kanale Meczyki podkreślił, że klub kończy publiczne komentowanie sprawy i dalsze działania pozostawia komisjom oraz prawnikom. Jak zaznaczył, nie bierze pod uwagę scenariusza, w którym Wisła zostałaby ukarana walkowerem. Dodał, że klub dysponuje opiniami prawnymi w tej sprawie, a ewentualne przyznanie takiej kary nazwałby skandalem na światową skalę.
– To ostatni dzień, kiedy Wisła Kraków wypowiada się na ten temat, potem to już sprawa komisji i prawników. Mam twarde zdanie na ten temat – nie dopuszczam myśli, że jakikolwiek walkower dla nas się pojawi. Mamy w tym temacie swoje opinie prawne. Jeśli do takiej sytuacji dojdzie, będzie to skandal na cały świat – stwierdził w rozmowie z kanałem Meczyki.
Prezes krakowskiego klubu domaga się także wyjaśnienia okoliczności rozmów między przedstawicielami Śląska a Polskiego Związku Piłki Nożnej. Zwrócił uwagę na sprzeczne – jego zdaniem – wypowiedzi prezesa wrocławskiego klubu dotyczące tego, kto decyduje o wpuszczaniu kibiców na stadion. Zapowiedział również, że Wisła będzie chciała, aby zarówno prezes PZPN, jak i prezes Śląska złożyli wyjaśnienia przed odpowiednimi instytucjami i odpowiedzieli pod przysięgą na pytania dotyczące całej sytuacji.
– Prezes Śląska mówi na spotkaniu z prezesem Kuleszą, że kibice decydują o tym, kto wchodzi na stadion, potem ten prezes mówi w twarz prezesowi PZPN, że czegoś takiego nie mówił, również wiedzą państwo co robi z opinią pana Kuleszy. Wisła Kraków zrobi prostą rzecz: powoła pana prezesa PZPN, pana prezesa Śląska Wrocław i każe przed odpowiednimi władzami odpowiedzieć pod przysięgą na pytanie: co się tam działo? – mówił Jarosław Królewski.
ZOBACZ TEŻ: Polska – Francja: Gol Ewy Pajor w eliminacjach MŚ. Wielkie kłopoty Polek [WIDEO]
Królewski został też zapytany, jak zareagowałby, gdyby podobna sytuacja wydarzyła się ponownie. Odpowiedział, że doprowadzenie przez PZPN do momentu, w którym klub musi decydować, czy jechać na mecz, czy nie, byłoby jego zdaniem ogromnym skandalem. Przyznał jednak, że na razie nie wie, jakie konkretne kroki podjąłby w takim przypadku.