"Jestem za głupi", takie słowa naprawdę padły. Kontrowersja w hicie?

2026-03-01 21:24

Adrian Siemieniec po spotkaniu z Legią Warszawa (2:2) odniósł się do pracy polskich sędziów. Zdaniem szkoleniowca Jagiellonii największym problemem arbitrów w Polsce jest brak konsekwencji przy podejmowaniu kluczowych decyzji, szczególnie w sytuacjach dotyczących zagrania piłki ręką.

Adrian Siemieniec

i

Autor: Radzik Tomasz / Super Express

Chodzi o zdarzenie z początku meczu. Kajetan Szmyt wygrał walkę o pozycję z Kacprem Chodyną i chwilę później został powalony w polu karnym przez Otto Hindricha. Arbiter Karol Arys początkowo podyktował rzut karny, jednak po analizie VAR zmienił decyzję. Według sędziego Szmyt przy przyjęciu piłki pomógł sobie ręką, dlatego „jedenastka” została anulowana.

Do tej sytuacji trener Jagiellonii odniósł się na pomeczowej konferencji prasowej. Siemieniec nie podważał wprost samej decyzji o cofnięciu rzutu karnego, ale zwrócił uwagę na problem z jednolitym interpretowaniem przepisów przez polskich arbitrów.

ZOBACZ TEŻ: Ile potrwa przerwa Roberta Lewandowskiego? Niebezpieczny uraz, oto prognozy

– Najbardziej nasuwa mi się określenie „brak konsekwencji”. Z tym wszyscy mają największy problem. Jeśli w jednym meczu sytuacja jest gwizdana i uznawana za prawidłowo ocenioną, a w kolejnym bardzo podobna akcja nie jest już traktowana jako przewinienie, to rodzi się największa frustracja. Brakuje jasnej, spójnej linii interpretacji i to moim zdaniem jest główny problem – powiedział.

Szkoleniowiec Jagiellonii przyznał również, że sam ma trudności ze zrozumieniem często zmieniających się wytycznych dotyczących interpretacji przepisów. Podkreślił jednak, że nie odnosi się wyłącznie do tej jednej sytuacji z meczu z Legią.

ZOBACZ TEŻ: Włosi kłócą się o Zalewskiego po przegranym meczu. Mieszane oceny

– Czasami mam wrażenie, że już sam jestem na to za głupi. Nie mamy specjalistycznej wiedzy, a gdy zadaje się proste pytanie, otrzymuje się bardzo długie i skomplikowane wyjaśnienia, które brzmią przekonująco. A potem w kolejnym meczu pojawia się inna interpretacja i człowiek znowu nie wie, jak to rozumieć. Z jednego ujęcia wyglądało to na bark i decyzja powinna zostać utrzymana, później sędziowie tłumaczyli, że z innej kamery widać, iż piłka odbiła się niżej i dlatego uznano to za niedozwolone zagranie. Jeśli rzeczywiście tak było i podjęto taką decyzję, akceptuję to. Problem pojawi się wtedy, gdy w podobnej sytuacji w innym meczu gol zostanie już uznany. Chodzi o brak konsekwencji, a nie o jedną konkretną akcję – podsumował trener.