- Legia przełamała passę 12 meczów bez zwycięstwa, a debiutant Rafał Adamski zachwycił odwagą i walecznością.
- Były napastnik Legii, Tomasz Arceusz, analizuje grę zespołu, wskazując na problemy z kreatywnością i brakiem "paliwa".
- Czy trener Marek Papszun zdoła uratować Legię przed spadkiem i jak ocenia szanse drużyny w nadchodzącym meczu z Jagiellonią?
- Czy Legia ma szansę na odbicie się od dna?
i
„Super Express”: - Jakie wnioski po wygranej Legii z Wisłą Płock?
Tomasz Arceusz: - Wynik był lepszy niż gra. Było dużo momentów, w których to rywale prezentowali się korzystniej. Już jesienią patrząc na mecze Legii miałem wrażenie, że jest duży problem w przygotowaniu. I to się ciągnie, choć na pewno jest pod tym względem lepiej niż wtedy. Gdy Wisła wyrównała, to pomyślałem: znowu to samo. Na szczęście tym razem zespół potrafił się podnieść.
- Na co pan jeszcze zwrócił uwagę?
- Szwankuje kreatywność, stwarzanie zagrożenia pod bramką przeciwnika. Ale może wynika to z braku paliwa. Jak nie masz mocy, to nie masz pewności i nie podejmujesz ryzyka. Grasz bezpiecznie, bo boisz się, że popełnisz błąd. Wydaje mi się, że piłkarze mają świadomość swoich braków.
Hitowy transfer w Ekstraklasie staje się faktem? Widzew wykłada miliony za gwiazdę Legii
- Najwięcej pochwał zebrał Rafał Adamski, który w debiucie strzelił gola. Jak pan go ocenia?
- Przyjemnie patrzyło się na postawę tego chłopaka. Wszędzie go było pełno. Statystyki najlepiej oddały jego pracę: przebiegł najwięcej kilometrów, miał najwięcej sprintów... Widać, że jest dobrze przygotowany. Mnie zastanawia jedno: skoro on osiągnął takie wyniki, to dlaczego inni tak nie robią? Co im w tym przeszkadza? Zabrania im ktoś tak się prezentować? Przecież ten chłopak przyszedł z I ligi, niemal w ostatniej chwili.
- Wróży mu pan sukces w Legii?
- Trudno wyrokować po jednym występie. Na pewno takiego zawodnika potrzebował trener Marek Papszun. Mam nadzieję, że Adamski tą swoją odwagą, walecznością i pracą zarazi resztę zespołu. Niech będzie dla nich przykładem na to, że jednak można, ale tylko trzeba chcieć i ciężko pracować. Nie ma innej drogi. To strzelenie gola dodało mu dodatkowych sił. Oby to wszystko potwierdził w kolejnych meczach.
Marek Papszun nie mógł się nachwalić nowego piłkarza Legii. Wystarczył jeden mecz, by go zachwycił
- Mimo zwycięstwa warszawski zespół wciąż jest w strefie spadkowej. Papszun opanuje sytuację?
- Widać jego rękę, bo zespół jest lepiej zorganizowany i jest nadzieja, że będzie to szło w dobrą stronę. Wierzę w to, że jego charyzma, pracowitość i dążenie do doskonałości, przełożą się na wyniki, których oczekują kibice. To zaszło za daleko. Czas odbić się. Papszun z tej kadry musi wydusić wszystko co najlepsze, a później trzeba się pozbyć najsłabszych ogniw. Ja na przykład czekam na to, że Kacper Urbański zacznie grać na miarę potencjału.
- Zawodzi pana?
- Myślę, że on sam jest zawiedziony swoją postawą. Spodziewałem się po nim dużo więcej. Gra w jednym tempie, brakuje mu przyspieszenia, tej iskry. Oczekiwałem, że sam wywalczy Legii kilka punktów. Może właśnie pod wodzą Papszuna odblokuje się i pokaże skalę talentu, bo ma duże możliwości.
Legia Warszawa czekała na to od września. Przełamanie w meczu z Wisłą Płock
- Największy rozczarowaniem jest jednak Mileta Rajović. Papszun dotrze do niego?
- Jak zespół się przełamie, będzie punktował, to podejrzewam, że i Rajović zacznie strzelać. Jak się nie przebudzi, to trzeba się z nim rozstać. Czekam na moment, gdy wróci Jean-Pierre Nsame, bo zwiększy się rywalizacja wśród napastników. To najlepszy czynnik do tego, żeby zrobić progres, przełamywać własne słabości i dokładać coś "z wątroby". Ważne jest podejście.
- Co ma pan na myśli?
- Pamiętam, jak przyszedłem do Legii. Trafiłem do rezerw i zagraliśmy mecz z pierwszym zespołem. Wygraliśmy 6:5, a ja strzeliłem sześć goli. Po tym spotkaniu bramkarz Jacek Kazimierski gonił mnie przez pół boiska (śmiech). Następnego dnia trenowałem już z pierwszą drużyną. I jeszcze jedna osobista dygresja: pierwszą bramkę w lidze strzeliłem... Legii, a grałem wtedy w Motorze.
- Wróćmy do starcia z Jagiellonią. Jak pan prognozuje?
- To będzie trudne spotkanie i poważny sprawdzian, bo Jagiellonia prezentuje się lepiej. Jeśli Legia nie przegra, to znaczy, że coś drgnęło i wychodzi na prostą. Na tej bazie będzie można budować i odważniej patrzeć w przyszłość. Ten mecz będzie miał więc kolosalne znaczenie. W przypadku wygranej Legia mentalnie mocno pójdzie w górę. To byłby dla niej pozytywny kop i zastrzyk energii.
Lech Poznań idzie po swoje. Piłkarz wprost: "Walczymy o mistrzostwo"
