- PZPN uruchomił innowacyjne centrum VAR za 10 mln zł, mające przełomowo zmienić sędziowanie w Ekstraklasie.
- Sędziowie VAR zyskają komfortowe, stacjonarne warunki pracy, eliminując uciążliwe podróże i minimalizując ryzyko awarii sprzętu.
- Nowa "VARownia" to europejska czołówka technologiczna, wyposażona w zaawansowane systemy, co ma podnieść jakość decyzji.
- Sprawdź, czy ta rekordowa inwestycja PZPN faktycznie zakończy kontrowersje na polskich boiskach!
Polski Związek Piłki Nożnej oficjalnie otworzył centralne centrum VAR – nowoczesny ośrodek, który ma zrewolucjonizować pracę sędziów w Polsce. Inwestycja, która pochłonęła 10 milionów złotych, została w całości sfinansowana ze środków własnych PZPN, bez żadnego wsparcia zewnętrznego. Prace nad projektem trwały rok i jak podkreślają władze związku, jest to jedna z najważniejszych inwestycji w historii polskiego sędziowania.
- To krok milowy, jeżeli chodzi o całą technologię VAR. Chodzi o to, żeby stworzyć sędziom takie warunki, aby ich decyzje były podyktowane tylko tym, jak zinterpretowali daną sytuację – mówi nam Adam Kaźmierczak, wiceprezes PZPN ds. organizacyjno-finansowych.
Przeczytaj także: Gorzki debiut Roberta Lewandowskiego. Zszedł z boiska, a potem zaczął się dramat
Koniec z podróżami i zmęczeniem. Lepsze warunki to mniej pomyłek
Do tej pory sędziowie VAR podróżowali po całym kraju w specjalnych wozach transmisyjnych, co wiązało się ze zmęczeniem i ryzykiem awarii sprzętu. Teraz arbitrzy będą pracować w komfortowych warunkach w jednym miejscu, w siedzibie PZPN.
- Nie będzie już argumentu, że sędzia musiał jechać 400 kilometrów samochodem. Po to jest to centrum i tak komfortowe warunki - wyjaśnia wiceprezes Kaźmierczak.
Zmianę doceniają sami arbitrzy i operatorzy. Jak tłumaczy Sebastian Jarzębak, były sędzia, a dziś operator VAR, stacjonarne centrum to nie tylko wygoda, ale też większa niezawodność.
- Wydaje mi się, że to bardzo ważna rzecz, aby sędziowie byli wypoczęci. Ponadto technika jest mniej podatna na awarie, ponieważ wszystko jest stacjonarnie. Wozy pokonywały setki kilometrów, a sprzęt był poddawany wstrząsom. Teraz ryzyko, że coś nie będzie działać, jest znacznie mniejsze - podkreśla Sebastian Jarzębak.
Zobacz też: To on zastąpi zmarłego Jacka Magierę jako asystent Jana Urbana! Zaskakujący wybór
W europejskiej czołówce. Jak wygląda "VARownia" od środka?
Przedstawiciele PZPN zapewniają, że polskie centrum VAR należy do absolutnej czołówki w Europie, a projektanci wzorowali się na najlepszych rozwiązaniach z innych federacji. W skład wyposażenia wchodzi m.in. 12 stacji roboczych, 15 serwerów, 30 dotykowych monitorów oraz podwójne trasy światłowodowe do każdego z 18 stadionów Ekstraklasy.
Każdy z pięciu głównych pokoi VAR (tzw. VAR roomów) został nazwany na cześć historycznych sukcesów polskich sędziów: „Cordoba '78” – na cześć Alojzego Jarguza, „Roma '90” – upamiętniając Michała Listkiewicza, „Monaco '99” – honorując Ryszarda Wójcika, a także „Lusail '22” oraz „Istanbul '23” – na pamiątkę finałów sędziowanych przez Szymona Marciniaka.
- Myślę, że w tej chwili jesteśmy absolutną czołówką, jeżeli chodzi o centrum VAR w Europie - mówi z dumą Adam Kaźmierczak.
Mniej kontrowersji, ale błędy wciąż będą się zdarzać
Głównym celem inwestycji jest zminimalizowanie rażących błędów sędziowskich, które wypaczają wyniki meczów. Władze PZPN studzą jednak emocje – VAR nie wyeliminuje pomyłek w stu procentach.
- Błędów się nie uniknie. Piłka nożna to dyscyplina, w którą są one wpisane. Błędy popełniają sędziowie, zawodnicy i trenerzy. To element sportowej rywalizacji. Nam chodzi o kluczowe sytuacje, które wpływają na wynik meczu lub czerwoną kartkę - tłumaczy wiceprezes PZPN.
Protokół VAR pozostaje bez zmian. Interwencja będzie możliwa tylko w przypadku oczywistych pomyłek arbitra głównego.
- Jeśli sędzia jest wołany do monitora, to my, sędziowie VAR, mamy absolutną pewność, że został popełniony błąd. Zasadą jest, by nie wołać arbitra w sytuacjach wątpliwych, bo to wprowadza tylko zamieszanie - dodaje Sebastian Jarzębak.
Pierwsze testy nowego centrum odbyły się już podczas meczu Legia Warszawa – Widzew Łódź (1 maja) oraz w trakcie finału Pucharu Polski.
