Choć Kolumbia nie jest już państwem strachu, terroru, a po ziemi Medellín od dawna nie chodzi już Pablo Escobar, to 28 października 2023 roku ten kraj żył dramatem Luisa Diaza. Wtedy piłkarz Liverpoolu, obecnie atakujący Bayernu (szykującego się do wyczekiwanego przez świat rewanżu z PSG w Lidze Mistrzów), żył nadzieją na odzyskanie rodziców. Ci zostali porwani przez uzbrojonych napastników na motocyklach. Zostali uprowadzeni na stacji benzynowej w rodzinnym Barrancas.
Następnego dnia Díaz nie pojawił się na boisku. Nottingham Forest mierzył się Liverpoolem, wtedy gruchnęła informacja, że odnaleziono matkę Luisa Diaza. Porywacze porzucili ją wraz z samochodem, uciekając przed służbami. Los ojca pozostawał jednak nieznany.
ZOBACZ TEŻ: Piłkarz Realu Madryt był blisko Wisły Kraków. Po latach jest potwierdzenie
Luis Manuel „Mane” Díaz został uprowadzony przez członków Ejército de Liberación Nacional. Jak się dowiadujemy, to marksistowska grupa, organizacja partyzancka. Wielu jej członków odcięło się od porywaczy.
ZOBACZ TEŻ: Lukas Podolski wciąż się zastanawia. Nie padła deklaracja, powiedział to po finale
Obecny piłkarz Bayernu pokazał spore "cojones", bowiem zagrał w barwach Liverpoolu (5 listopada), gdy jego ojciec wciąż przebywał w niewoli. Kolumbijczyk pojawił się w 83. minucie meczu z Luton Town, a już w doliczonym czasie gry zdobył wyrównującą bramkę. Po golu uniósł koszulkę, pokazując napis „LIBERTAD PARA PAPA” – apel o uwolnienie ojca.
Ostatecznie ELN przyznała się do błędu i po 12 dniach wypuściła Mane Díaza na wolność. Był przetrzymywany w dżungli niedaleko granicy z Wenezuelą, ale odzyskał wolność cały i zdrowy.