- Pięciokrotny zwycięzca Tour de France, Tadej Pogačar, ujawnia mroczną stronę swojego sukcesu, stawiając czoła nieustannym podejrzeniom.
- Słoweniec szczerze przyznaje, że ciągłe kontrole antydopingowe stały się dla niego "rutyną niczym wizyty w supermarkecie".
- Jego dominacja budzi pytania i niewygodne porównania do dopingowej przeszłości kolarstwa, a nawet "komplementy" od Lance'a Armstronga.
- Dowiedz się, jak życie pod stałym nadzorem wpływa na psychikę mistrza i dlaczego każde pukanie do drzwi wywołuje w nim jedną myśl.
Dominacja, która rodzi pytania
Sposób, w jaki Słoweniec wygrywa, budzi podziw, ale i wątpliwości. Gdy kolarz jest tak wyraźnie lepszy od reszty stawki, pytania o doping pojawiają się automatycznie. Oliwy do ognia dolewa fakt, że podczas jednego z etapów Pogačar pokonał legendarny podjazd pod Alpe d’Huez o ponad minutę szybciej niż przed laty Marco Pantani – kolarz, któremu udowodniono stosowanie EPO. Dodatkowo, jak zauważa brytyjski "Guardian", szefem jego zespołu jest Mauro Gianetti, postać z "bagażem z mniej przyjemnych czasów" kolarstwa. W takim otoczeniu trudno o pełne zaufanie.
Przeczytaj także: Bartosz Kurek podjął już decyzję w sprawie kariery. Naprawdę chce to zrobić! "Nie będę ściemniał"
Życie pod stałym nadzorem. "To jak wizyty w supermarkecie"
Sam Pogačar zdaje sobie sprawę z otaczającej go aury podejrzeń i stawia jej czoła. W szczerej rozmowie przyznał, jak wygląda jego codzienne życie, naznaczone niekończącymi się testami.
- Od kiedy ścigam się w Tourze, ciągle przechodzę te szalone testy. Stały się częścią mojego życia, rutyną niczym wizyty w supermarkecie - podkreślił pięciokrotny triumfator "Wielkiej Pętli".
Zobacz też: 18 lat i koniec. Rewolucja w polskiej siatkówce! Nie będzie już PlusLigi
Kontrole stały się tak powszechne, że wpłynęły na jego psychikę i postrzeganie codzienności, nawet w domowym zaciszu w Monako.
- Gdy ktoś puka do drzwi, od razu myślę o kolejnym teście - podsumował gorzko kolarz.
Cień Armstronga i niewygodne komplementy
Jakby tego było mało, Pogačar musi mierzyć się z porównaniami i... komplementami od Lance'a Armstronga. Zhańbiony Amerykanin, któremu odebrano siedem zwycięstw w Tour de France, nazwał Słoweńca "najlepszym kolarzem w historii", który "zmiażdżyłby" nawet jego samego. To pochwała, której Pogačar, chcący odciąć się od najciemniejszego rozdziału w historii kolarstwa, z pewnością wolałby nie usłyszeć. Wygląda na to, że fenomenalny Słoweniec, oprócz walki z rywalami na trasie, musi toczyć znacznie trudniejszą bitwę – o wiarygodność w sporcie, który wciąż nie otrząsnął się z dopingowej przeszłości.
Nasz reportaż z Tour de France możecie przeczytaj TUTAJ.