Czy praca w PZN jest tak stresująca, czy Adama Małysza po prostu złapał wirus? — Jeszcze przed świętami byłem trochę chory, potem się wyleczyłem, był Sylwester, pojechałem do Bischofshofen i już w drodze czułem, że coś jest z gardłem. Tam mnie totalnie rozłożyło. Byłem jeszcze na dwóch seriach treningowych, ale czułem się fatalnie. Z jednej strony nie chciałem zarazić chłopaków, z drugiej dostałem antybiotyk, który mi nie spasował. Byłem kompletnie wypompowany, w nocy nie spałem, więc zadzwoniłem po kuzyna i mnie odebrał w drodze – tłumaczył.
Czy Kacper Tomasiak utrzyma taką dyspozycję?
– Przede wszystkim chodzi o to, że wytrzymał tę presję. Nie jest łatwo stać tam na rozbiegu, wiedząc, że wszystko zależy od ciebie – tym bardziej w Polsce, przy tylu kibicach, gdzie każdy czegoś od ciebie oczekuje. Sam sobie bardzo często stawiasz takie wyzwania, będąc tym ostatnim na górze, więc naprawdę szapo ba dla niego, że to wytrzymał. Widać jednak, że jest wykończony – chyba bardziej psychicznie niż fizycznie. Na pewno ma duże predyspozycje do tego, żeby stawać na podium. Musi się do tego jeszcze trochę bardziej nakręcić, ale wierzę, że będzie dobrze.
Czy Tomasiak może iść w ślady Embachera?
– Są w zasadzie dwie szkoły. Jedna jest taka, że ktoś „wystrzeli” i czasem bywa tak, że szybko znika. Druga polega na stopniowym budowaniu formy i utrzymaniu się na wysokim poziomie. W przypadku Kacpra wolałbym, żeby to szło stabilnie do góry i żeby został tam na długie lata. Największa obawa była przed samym Pucharem Świata – kiedy do niego wskoczył. Chodziło o to, żeby nie było tak, że raz odniesie sukces, a potem zacznie słabnąć. U niego było dokładnie odwrotnie: wskoczył, został i utwierdził się w tym, że jest w stanie skakać na tym poziomie. Dziś 20. miejsce na pewno go nie satysfakcjonuje, ale to dobrze, bo będzie go to nakręcać – już jako coraz bardziej doświadczonego zawodnika.
Tak zmieniał się Adam Małysz [Zdjęcia]
Czy są podziały w kadrze?
– Jeśli chodzi o sytuację w kadrze – środowisko jest dziś inne niż kiedyś. To nie są już te „kadry dekady”. Juniorzy i kadra współpracują razem, nie ma podziałów na lepszych i gorszych. Trenują według tego samego programu, niezależnie od tego, czy pracują z Wojtkiem Toporem, Kwiatkowskim czy Maćkiem Maciusiakiem. Po prostu mają jechać najlepsi. Ci zawodnicy, którzy są dziś najlepsi, akurat nie są z jednej kadry, ale trenują na równych zasadach. Dlatego błędem byłoby mówienie, że jadą „czyiś” zawodnicy. Środowisko trochę niepotrzebnie to podgrzewa.
ZOBACZ TEŻ: Kacper Tomasiak miał z tym duży problem w Zakopanem. Natychmiast wytłumaczył o co chodzi
– Są ludzie, którzy potrafią sporo namieszać – takie życie. Nigdy nie da się dogodzić wszystkim w stu procentach. Cieszymy się natomiast, że w końcu pojawiają się młodzi zawodnicy. To nie jest tylko Kacper – w juniorach jest kilku chłopaków, którzy są albo byli na podobnym poziomie. Kacper się wybił, ale to powinno pomóc także innym, bo pokazuje, że się da, jeśli jest zaangażowanie i praca w jednym kierunku.
Co z kadrą na igrzyska i mistrzostwa świata w lotach?
– Jeśli chodzi o ogłoszenie składu olimpijskiego, to raczej stanie się to do 18. Myślę, że w głowach trenerów te propozycje już są, ale jako związek nie możemy na to wpływać. Zawsze obowiązuje zasada, że jadą najlepsi. Jest ranking, który funkcjonuje od lat, ale ostatecznie to trener podejmuje decyzję i ma ostatnie słowo. My możemy to tylko zaakceptować.
– Nie chcę zdradzać szczegółów w sprawie Kacpra i mistrzostw świata w lotach, ale powiem tylko, że sprawa jest na dobrej drodze. Jutro trener wszystko wyjaśni. Na pewno będą niespodzianki – jeśli chodzi o Sapporo, mistrzostwa świata w lotach i później Willingen. Trzeba spokojnie poczekać i zobaczyć, co się wydarzy. Nie chcę wychodzić przed szereg, bo to należy do trenerów.