Poniedziałek jest więc ostatnim dniem narad i konsultacji. Polski zespół dysponuje kwotą trzech skoczków, z których będzie mógł skorzystać podczas olimpijskiej rywalizacji w Predazzo. Brak Pawła Wąska w Sapporo miał oznaczać wyraźnie przegraną walkę o igrzyska, tymczasem w Zakopanem trenował w "czystych nartach", czyli takich bez sponsorów, których nie wolno eksponować na sprzęcie podczas igrzysk. To dało do myślenia wielu ekspertom i kibicom, którzy od dawna przyglądają się rywalizacji Macieja Kota z Dawidem Kubackim. Między nimi ma się rozgrywać (w zasadzie to już miała, bo więcej skoków przed powołaniami nie będzie) walka o trzecie miejsce w polskiej drużynie. Swoich nominacji pewni są Kacper Tomasiak i Kamil Stoch.
W Sapporo w sześciu skokach (czterech konkursowych i dwóch kwalifikacyjnych) Kubacki wygrał z Kotem. Na przestrzeni całego początku roku lepszy jest jednak Kot. Jak informuje Eurosport, ostateczne zatwierdzenie składu dopiero w czwartek po zarządzie PZN. Maciusiak skład ogłosi już dziś, na razie na rozpoczynające się w czwartek MŚ w lotach w Oberstdorfie.
Tak mieszka Kamil Stoch [Zdjęcia]
Do Niemiec na loty nie wybierze się Kacper Tomasiak. Przed nim czas na regenerację i czas na świętowanie... 19. urodzin. Te już we wtorek. – Z jednej strony fajnie byłoby wystartować i polatać, ale przydałby się odpoczynek. Czuję, że już nie jestem taki "super świeży". Nie umiałbym teraz zdecydować, co byłoby dla mnie lepsze. Dobrze, że trener mi pomógł w tej decyzji – ocenił Tomasiak.
Do ostatniego skoku trzeba było czekać, by Tomasiak polubił się z legendarną Okurayamą w Sapporo. W drugiej serii niedzielnego konkursu osiągnął 134,5 metra, przesuwając się z 17. na 12. miejsce.
ZOBACZ TEŻ: Pierwszy taki sukces polskiego skoczka. Klemens Joniak dokonał tego w Sapporo
Ten wynik brzmi świetnie, mając w pamięci występ kilkadziesiąt godzin wcześniej. Młodzian zaliczył drugi w sezonie konkurs bez punktów. Zajął dopiero 33. miejsce. – Nie było z czego odlecieć – mówił wprost przed kamerami Eurosportu. Na szczęście w drugich zawodach trafił na moment, gdy ruchy powietrza mu sprzyjały. Po serii niepewnych skoków – próba na odległość 134,5 metra wyglądała świetnie. Wrócił "stary" Tomasiak, dynamiczny w locie. – W końcu się wszystko tak fajnie zgrało i dało się odlecieć. Fajnie było - powiedział Eurosportowi.
Dla Tomasiaka był to debiut na skoczni w Sapporo, zarazem pierwsza tak długa podróż w karierze skoczka. – Myślę, że był to fajny wyjazd. Udało się przestawić na ten czas japoński, udało się też zebrać doświadczenie, które przyda się w tak długich podróżach. Poznałem nową skocznię, na którą przez najbliższe lata pewnie będę przyjeżdżał – stwierdził.