Aryna Sabalenka głucha na krytykę całego świata. Już ma nowy plan

2026-01-01 14:33

„Wojna Płci 2025” wzbudziła spore emocje, a na Arynę Sabalenkę spadła fala krytyki po jej pokazowym meczu z Nickiem Kyrgiosem. Białorusinka otrzymała pewne ułatwienia, jednak zgodnie z oczekiwaniami w starciu z mężczyzną nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki. Mimo to już teraz zapowiada, że chętnie podejmie rywala ponownie.

Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios

i

Autor: Associated Press

Sabalenka vs. Kyrgios

Za organizacją wydarzenia w Dubaju stała agencja menedżerska Evolve, założona w 2022 roku przez Naomi Osakę oraz jej wieloletniego agenta Stuarta Dugida, który w przeszłości współpracował m.in. z Agnieszką Radwańską. Co istotne, Osaka na tydzień przed meczem opuściła szeregi agencji, dzięki czemu ominęła ją krytyka, która w ostatnich dniach spadła na organizatorów i uczestników „Wojny Płci”.

Niedzielny pojedynek był symbolicznym nawiązaniem do legendarnego meczu z 1973 roku, w którym Billie Jean King pokonała 55-letniego Bobby’ego Riggsa. Tamto spotkanie, oglądane w Stanach Zjednoczonych przez ponad 50 milionów widzów, stało się ważnym elementem walki King o równość nagród finansowych w tenisie. Właśnie w tym samym roku US Open wprowadził równe premie dla kobiet i mężczyzn.

ZOBACZ TEŻ: Gadali o Robercie Lewandowskim najgorsze rzeczy. Prawda zaskakuje. Suche fakty kompromitują hejterów

Sabalenka chce rewanżu z Kyrgiosem

Aby zwiększyć szanse Sabalenki, zdecydowano się na kilka modyfikacji zasad. Po jej stronie kort był o dziewięć procent mniejszy, a dodatkowo oboje zawodnicy mogli korzystać tylko z jednego serwisu, co miało ograniczyć atuty potężnie serwującego Australijczyka. Zabiegi te nie przyniosły jednak oczekiwanego efektu. Kyrgios, mimo że od dwóch lat zmaga się z problemami zdrowotnymi i obecnie zajmuje dopiero 671. miejsce w rankingu, bez większych trudności zwyciężył 6:3, 6:3 z liderką światowego tenisa.

Sabalenka nie przejmuje się jednak krytycznymi opiniami i już myśli o rewanżu. – Zdecydowanie zrobiłabym to jeszcze raz. Lubię brać rewanż i wyrównywać rachunki – podkreśliła.

ZOBACZ TEŻ: Cała Polska kochała go za talent, Inter i Blackburn płaciły fortunę. Dlaczego Marek Citko nie odszedł za miliony?

Tym razem Białorusinka opowiada się jednak za innym formatem rywalizacji. – Następnym razem zagrajmy na innych zasadach. Nie do końca byłam przygotowana na te zmiany i było to dla mnie wymagające. Wolałabym pełnowymiarowy kort i dwa serwisy. To bardziej wyrównałoby nasze szanse – stwierdziła, co może zaskakiwać, bo wprowadzone modyfikacje miały działać właśnie na jej korzyść.