Porozmawialiśmy z Wojciechem Toporem, szkoleniowcem zaplecza polskiej kadry, który przez ostatnie lata blisko pracował z Kacprem Tomasiakiem i rozwijał świeżo upieczonego medalisty olimpijskiego. Zapraszamy do rozmowy.
– Co wy wszyscy musicie czuć po drugim medalu Kacpra?
– Długo nie spaliśmy, wstałem przed szóstą, bo mieliśmy COC w Oberhofie. Cieszymy się wszyscy, sztab, zawodnicy. Sami nie wiemy, jak on to zrobił
– Dało się zasnąć z tymi myślami?
– Na szczęście ten drugi medal przyjąłem spokojniej, radość była ogromna, ale emocje większe były po pierwszym medalu.
– A nie zapaliła się wtedy lampka, że się Kacper jakoś zmobilizuje na drugi konkurs?
– Wierzyłem w medal na normalnej, wierzyłem na dużej, ale wiedziałem, że będzie trudniej. Ale Kacper pokazał, że to, że on potrafi wszystko. Wszyscy napisaliśmy na naszej grupie na Whatsuppie gratulacje. Nie odpisał na początku, ale wyświetlił. Po pierwszym medalu odpisał (śmiech).
ZOBACZ TEŻ: Kamil Stoch pokazał jeden gest, potem żałował. Mówi o końcu z igrzyskami
– Boisz się, że będzie musiał mierzyć się z "Tomasiakomanią", zaraz po igrzyskach są mistrzostwa Polski w Wiśle. Nieoczekiwanie stała się to impreza na którą czeka wielu kibiców.
– Na pewno teraz ma dużo na głowie. Też zanim się on odkopie z tych wszystkich wiadomości to trochę minie. Raczej się o niego nie martwię, bo o niego się nie trzeba martwić. Wiadomo, że ta popularność wzrośnie, i to delikatnie mówiąc. Już po zdobyciu srebrnego medalu mówiłem, że będzie musiał nauczyć się takiej asertywności. Dla swojego dobra będzie musiał odmówić, mam nadzieję, że to zrozumiecie.
Do srebra dołożył brąz. Kacper Tomasiak z drugim medalem IO! [Zdjęcie]
– Widziałeś go kiedyś zdenerwowanego?
– Widziałem go zmartwionego dzień po upadku na Wielkiej Krokwi, właśnie w lecie. Miał kontuzję. Był zmartwiony, nie widziałem bezpośrednio po skoku, by się wkurzał czy płakał i nie wiadomo co, ale jego oczy mówiły wszystko.
– Jak podchodzić do pracy z takim talentem o takim charakterze? Do człowieka często zamkniętego...
– Każdy ma inny charakter. Mamy je różne w zespołach. Kacper ma swój sposób. I jak to wszystko działa, to ja, broń Boże broń, nic bym nie zmieniał.
ZOBACZ TEŻ: Maciej Maciusiak aż zaklął z emocji. Tego życzył rywalowi, spełniło się
– Jakie masz z nim pierwsze wspomnienie?
– Takiego dosłownie pierwszego spotkania nie pamiętam. Pamiętam za to, jak pierwszy raz odbyłem z nim ćwiczenia, tzw. imitację. Wybił się i wskoczył mi na ręce, prezentując sylwetkę w locie. Był jeszcze w kadrze juniorów. Wcześniej dobrze prezentował się w treningach, został z nami na Puchar Kontynentalny. Ale podczas tej imitacji pomyślałem - dziwne, że on zajmuje takie miejsca w FIS Cupach. Wtedy był technicznie surowy, skakał strasznie do przodu. Wtedy to źle wyglądało (śmiech).
– Skąd on ma taką odporność na stres?
– Specjalistą nie jestem, ale ma ją fenomenalną. Zawdzięcza to sobie, ma to "coś". To coś wrodzone, przychodzi mu to z łatwością. My to tak widzimy, ale myślę, że to na pewno kosztuje dużo wysiłku i energii.
– Czego mu życzyłeś przed konkursami?
– W sumie to przez telefon poinformowałem mu, że zorganizowałem mu buty zapasowe do hotelu. Też miał ode mnie zamówiony kombinezon. I co - życzyłem mu miłych lotów. I były miłe!
ZOBACZ TEŻ: Adam Małysz wprost zapytany o pracę z Maciusiakiem. Mówi o wielkiej krzywdzie
– Wierzysz teraz, że Kacper i Paweł Wąsek są w stanie pociągnąć te duety po medal?
– Oczywiście! Paweł też bardzo dobrze się zaprezentował i w treningach, i w zawodach, więc. Więc jak będą tylko skakać swoje, to jak najbardziej medal jest w zasięgu.
Poniedziałek (16 lutego) to ostatni dzień olimpijskiej rywalizacji na skoczniach w Predazzo. Konkurs duetów rozpocznie się o godz. 19.00. Już od 18.00 seria próba (Eurosport 1 i HBO Max).