Królewski powrót Wisły Kraków do Ekstraklasy! Horror, euforia i wściekłość trenera rywali

Cztery lata. Tyle kibice Wisły Kraków czekali na powrót do elity. I doczekali się go w iście królewskim stylu! W meczu z GKS-em Katowice, przy ogłuszającym dopingu ponad 31 tysięcy fanów, "Biała Gwiazda" zafundowała wszystkim prawdziwy thriller. Zaczęło się nerwowo, by po przerwie eksplodować radością. Ostatecznie Wisła wygrała 2:1, a emocje jeszcze długo nie opadły.

  • Wisła Kraków po czterech latach powróciła do Ekstraklasy w iście królewskim stylu, fundując 31 tysiącom fanów prawdziwy dreszczowiec.
  • Mimo nerwowego początku i fenomenalnych obron debiutującego bramkarza, "Biała Gwiazda" zadała dwa zabójcze ciosy po przerwie, przejmując kontrolę nad meczem.
  • Sprawdź, jak przebiegał ten dramatyczny powrót, co rozsierdziło trenera rywali i jak Wisła ostatecznie przypieczętowała awans!

GKS mógł prowadzić. "Białą Gwiazdę" uratował debiutant

Powrót do Ekstraklasy po czterech latach przerwy smakuje wyjątkowo, ale początek spotkania dla fanów Wisły mógł być koszmarem. To GKS Katowice wszedł w mecz z ogromnym impetem i już w pierwszych minutach mógł skarcić gospodarzy. Bartosz Nowak najpierw wpadł w pole karne, a potem z kilku metrów nie trafił do pustej bramki. Gdyby nie fenomenalna postawa debiutującego w bramce Wisły Marcela Łubika, który bronił jak w transie, goście z pewnością schodziliby na przerwę z prowadzeniem. Krakowianie co prawda odpowiedzieli potężnym strzałem Federico Duarte w słupek, ale to GKS mógł czuć większy niedosyt.

Przeczytaj także: Robert Lewandowski znów bezradny i pokonany! Teraz już widzi, w co się wpakował!

Zabójcze cztery minuty. Dwa ciosy Wisły i eksplozja radości

To, co wydarzyło się po przerwie, na długo pozostanie w pamięci kibiców. W 56. minucie Marcin Wasielewski nieprzepisowo zatrzymał Alana Urygę w polu karnym, a sędzia bez wahania wskazał na "wapno". Do piłki podszedł Marko Bozić i pewnym strzałem otworzył wynik meczu, wprawiając stadion w euforię. Zanim goście zdążyli ochłonąć, Wisła zadała drugi cios. Zaledwie cztery minuty później Raoul Giger posłał idealne dośrodkowanie, a Jordi Sanchez strzałem głową pod poprzeczkę podwyższył na 2:0. Stadion oszalał, a GKS był na deskach. Chwilę później Sanchez trafił do siatki po raz drugi, ale gol został anulowany po analizie VAR z powodu faulu.

Nerwy do końca i złość trenera Góraka

Gdy wydawało się, że Wisła ma mecz pod kontrolą, GKS zdołał wrócić do gry. W 79. minucie wprowadzony chwilę wcześniej Szymon Bartlewicz zdobył bramkę kontaktową, gwarantując kibicom nerwową końcówkę. Gospodarze cofnęli się do obrony i dowieźli cenne zwycięstwo do końca. Po meczu trener gości nie krył frustracji.

Zobacz też: Będzie powtórka finału mundialu?! Argentyńczycy uderzyli w sędziego, mnóstwo podpisów pod petycją!

- W pierwszej połowie graliśmy tak, jakbym chciał. Drugi gol padł, gdy w naszym polu karnym był jeden zawodnik Wisły i naszych trzech obrońców. Takich akcji trzeba wybronić dziesięć na dziesięć - analizował z goryczą Rafał Górak. Mimo porażki, docenił niesamowitą oprawę spotkania. - To, co działo się na trybunach było imponujące. Tak to powinno wyglądać - stwierdził.

Z kolei szkoleniowiec Wisły, Mariusz Jop, nie ukrywał radości, choć przyznał, że początek był trudny.

- Początek meczu należał do rywala. Przez dziesięć, piętnaście minut napędzaliśmy GKS stratami. Potem uporządkowaliśmy grę, a druga połowa była w naszym wykonaniu bardzo dobra. Daliśmy kibicom i sobie dużo emocji i radości - podsumował Mariusz Jop.

EKSTRAKLASA MA STO LAT! TAK BĘDZIE ŚWIĘTOWAĆ URODZINY
Polska liga bez tajemnic. Sprawdź się w quizie o Ekstraklasie
Pytanie 1 z 8
Który klub zdobył najwięcej mistrzostw Polski?